„Jeśli tylko potrafiłyby mówić” - recenzja

Recenzja książki „Jeśli tylko potrafiłyby mówić”.
Jeśli tylko nie budzą u ciebie odrazy szczegóły pracy weterynarza, musisz przeczytać tę książkę.

Bywa, że człowiek nawiązuje głębszą relację ze zwierzętami, niż z ludźmi. Pies zawsze jest wierny, zawsze się cieszy na twój widok, a kot potrafi podczas snu przybrać taką pozę, że patrzy się na niego z czułością. Jeśli należysz do osób, które uznają zwierzęta za członków rodziny i mógłbyś podpisać się pod słowami Marka Twaina „Czy dom bez kota – najedzonego, dopieszczonego i należycie docenionego – zasługuje w ogóle na miano domu?”, pokochasz książkę Jamesa Herriota już od pierwszych stron! A jeśli wakacje chętnie spędzasz w górach, w gospodarstwie agroturystycznym pełnym koni, krów, świnek i innych zwierząt gospodarskich, „Jeśli tylko potrafiłyby mówić” prawdopodobnie stanie się twoją ulubioną powieścią. A może jesteś lekarzem weterynarii?

Trochę przydługi wstęp, ale o pierwszej części zawodowych przygód weterynarza Jamesa Herriota chciałoby się powiedzieć naprawdę wiele, żeby tylko zachęcić do jej przeczytania. James Herriot był brytyjskim weterynarzem i pisarzem. Niestety nie żyje od 20 lat, ale pozostawił po sobie piękny cykl powieści opisujących przygody swojego alter ego – czyli Jamesa Herriota – weterynarza rozpoczynającego praktykę lekarską na angielskiej prowincji w latach 40.

Młody James Herriot, świeżo upieczony absolwent weterynarii, zostaje asystentem Siegfrieda Farnona. Pod jego okiem zaczyna leczyć wiejskie zwierzęta i poznawać lokalnych farmerów. Jak wiecie, praca weterynarza w mieście różni się znacznie od obowiązków weterynarza na wsi, wokół gospodarstw. Ja sama oczekuję od weterynarza jedynie systematycznego odrobaczania mojego kota, ewentualnie wyleczenia go z przeziębienia, które złapał tylko raz (!) w ciągu ostatnich 10 lat. Ale weterynarz w miejscu, gdzie mieszkańcy trudnią się przede wszystkim hodowlą zwierząt – oj, moi drodzy! James Herriot ma roboty co niemiara. Począwszy od cielenia się krów i źrebienia klaczy, poprzez przeprowadzanie sekcji zwłok zwierząt, które padły nie wiadomo z jakiej przyczyny, po ujarzmianie rozwścieczonych, chorujących koni. Jest to naprawdę trudna, fizyczna praca wymagająca niezwykłej siły, uporu i wiedzy, a także poświęcenia mnóstwa swojego prywatnego czasu (krowy nad wyraz chętnie w książce Herriota cielą się w nocy).

W każdym krótkim rozdziale Herriot opisuje jakiś konkretny przypadek. Poznajemy jego pacjentów, jego pracodawcę, oraz jego samego. Choć książka pisana była w latach 70. ubiegłego wieku, i, jak sądzę, od tego czasu metody leczenia zwierząt się unowocześniły, to jednak nie miałam odczucia, że czytam książkę starą, nieaktualną. Zwierzęta jak chorowały 40 lat temu, tak chorują i teraz – może smutne, ale prawdziwe. Mimo to nie myślcie, że „Jeśli tylko potrafiłyby mówić” to coś na kształt opisu szpitala dla zwierząt, gdzie współczujemy i płaczemy przy każdym schorowanym zwierzęciu. Wręcz przeciwnie – z anegdot Jamesa Herriota można się zaśmiewać do rozpuku, gdyż pisze bardzo dowcipnie i porywająco. I nie przestraszcie się tego, co napisałam w pierwszym zdaniu recenzji. Rzeczywiście, może obraz rodzącej klaczy i pomagającego w tym weterynarza (czyli po prostu wkładającego rękę w pochwę konia) nie jest zbyt przyjemny dla wyobraźni, to jednak przyznacie, że widok źrebięcia od razu po porodzie stającego na nogi jest po prostu cudny!

Polecam wszystkim tę ciepłą, zabawną i mądrą powieść. Nie mogę się doczekać, kiedy sięgnę po kolejną część cyklu. Zwierzęta, jeśli tylko potrafiłyby mówić, na pewno zalałyby Jamesa Herriota słowami wdzięczności.

Hanna Kwaśna
(hanna.kwasna@dlalejdis.pl)

James Herriot „Jeśli tylko potrafiłyby mówić”, Wydawnictwo Literackie, 2015



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat