Powieść wydawała mi się jak każda inna. I rzeczywiście rozpoczynając czytanie nie zrobiła na mnie większego wrażenia. To było błędne złudzenie. Cały sens i przekaz tak naprawdę miał się dopiero zacząć.
Bohaterka książki to wzorowa matka, kochająca żona. Po tym jak zwraca się do najbliższych można zauważyć, że jest bardzo ciepłą i dobrą osobą. Jest szczęśliwa, czuje się kochana i sama dzięki temu kocha mocniej… do czasu. Kiedy nadszedł czas Świąt Bożego Narodzenia, nadeszła także ogromna niepewność, zwątpienie i strach. Telefon od jej mamy zmienił wszystko. Nie poznała swojej mamy, która odmówiła przyjazd na wigilię. Jest chora, źle się czuje, ale czy aż tak? To pytanie było jej pierwszym jakie sobie zadała po telefonie od jej ukochanej mateńki. Lęk nie opuszczał jej na krok – diagnoza – RAK. Świat zawalił jej się na głowę. Nie potrafi pogodzić się z tą informacją. Matka, która w jej oczach zawsze była najsilniejszą osobą na świecie nagle staje się bezbronną istotą wobec bezwzględnej choroby.
Córka walczy z samą sobą, a także z całym światem. Nie potrafi pogodzić się z cierpieniem matki, która po trudnej walce z chorobą odchodzi. Obwinia siebie, ojca, siostrę. Obwinia cały świat. Nie godzi się absolutnie z jej odejściem i za wszelką cenę chce ją zatrzymać na ziemi – a jak? Myślę, że warto przeczytać i dowiedzieć się tego. Dowiedzieć się jak silną więź może stworzyć matka z córka. Jak trudno znaleźć ukojenie po stracie najbliższej nam osoby i ile czasu musi minąć, by pewne rzeczy dotarły do nas w pełni. Dotarły do nas na tyle silnie, by móc zacząć żyć od nowa.
Mogę Wam tylko zdradzić, że tytuł książki to „obecność” matki… Po dwóch latach ciężkiej walki samej z sobą dociera do niej, że jej matka jest wszędzie tam gdzie ona, gdzie jej rodzina. Niebo jest wszędzie tak jak jej mama. Rozpoczął się nowy etap w jej życiu. Etap, który rozpoczął się od pogodzenia się ze śmiercią najbliższej jej osoby i uwolnieniu matki z jej myśli, które na siłę trzymały ją na ziemi.
Książka warta jest przeczytania, choć na początku i w jej połowie miałam mieszane uczucia. Jej niektóre zachowania były dla mnie troszkę abstrakcją. Takie na wyrost i na pokaz, ale byłoby to mylne wrażenie. Im dalej zagłębiałam się w jej historię, tym bardziej zaczęłam rozumieć jej kroki, jej zachowanie. Żal do świata, ojca i siostry z czegoś wynikał, a z czego dowiecie się czytając tą powieść .
Monika Pawlak
(monika.pawlak@dlalejdis.pl)
Magdalena Piotrowska, „Jesteś moim niebem”, Warszawa, MUZA SA, 2016
Komentarze