„Jeszcze mnie widzisz” – recenzja

Recenzja książki „Jeszcze mnie widzisz”.
Czy wplątanie w zagadkę kryminalną może pomóc w uporaniu z traumą?

Robin Ferringham, autor biograficznej książki „Bez niej” poświęconej niespodziewanemu zniknięciu żony Sam, robi, co może, aby poprawić słabe wyniki sprzedaży. Pewnego dnia, podczas sesji dawania autografów, mężczyzna odbiera telefon od Matthew McConnella aresztowanego po tym, jak dwa miesiące wcześniej okazał się jedynym ocalałym z wycieczki barką przez podziemny tunel Standedge. Piątka jego przyjaciół nie miała takiego farta, więc Matthew z miejsca stał się głównym, a w oczach policji w zasadzie jedynym, podejrzanym. Chłopak twierdzi, że przed laty otrzymał wiadomość od Sam, a teraz widzi w Robinie swoją ostatnią deskę ratunku. Ten z kolei najpierw uznaje rozmowę za niesmaczny żart, ale im więcej dowiaduje się o sprawie „Piątki z Standedge”, tym bardziej go ona przyciąga i wreszcie postanawia zaczerpnąć informacji u źródła.

„Jeszcze mnie widzisz” to więc w skrócie dwa, zdawałoby się osobne, wątki połączone osobą Matthew, który wbrew okładkowemu zarysowi nie jest główną postacią. Jest nią szukający tropów, a w efekcie wiecznie wpadający w kłopoty Robin, który ściera się z nieufnością, a nawet brutalnością mieszkańców Marsden. Chociaż ciężko tu mówić o rozbudowanym rysie charakterologicznym, Robin jest bez wątpienia przykładem człowieka poczciwego, któremu ciągle wieje wiatr w oczy. Czy jednak współczucie powinno być głównym uczuciem towarzyszącym czytaniu pozycji z gatunku „kryminał, sensacja, thriller”?

Napięcie pojawia się jakieś 80 stron przed końcem, kiedy już mniej wiemy, na czym polega powiązanie, ale wciąż pozostaje kwestia wyjaśnienia zaginięcia/masowego morderstwa w tunelu. Nie chcę spoilerować, ale osobiście uznałam wyjaśnienie za zbyt naciągane i absurdalne, tym bardziej, że wydaje się ono sprzeczne z podaną wcześniej informacją dotyczącą wymiarów przejścia i przepływającej nim łodzi.

Nie mogę jednak zaprzeczyć, że Chris McGeorge sprawnie odmalował małą, zamkniętą społeczność, która początkowo wydaje się do rany przyłóż, ale bardzo łatwo może zechcieć własnoręcznie tę ranę zadać. Czytając o jowialnej atmosferze i ogniu trzaskającym w rustykalnym pubie, można pomyśleć, że aż chciałoby się tam przenieść, jednak szybko wychodzi na jaw, że byłby to z naszej strony duży błąd. Niewątpliwą zaletą książki jest również fakt, iż akcja osadzona jest w prawdziwej lokalizacji, dzięki czemu można ją sobie dokładniej zwizualizować dzięki internetowym mapom i filmom.

Podsumowując, „Jeszcze mnie widzisz” nie jest powieścią wybitną, czy zapadającą na dłużej w pamięci, ale z pewnością kwalifikuje się jako porcja rozrywki do wciągnięcia w jeden wakacyjny wieczór.

Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)

Chris McGeorge, „Jeszcze mnie widzisz”, Wydawnictwo Insignis, Kraków, 2021r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat