„Jeszcze sześć takich czerwców” – recenzja

Nowość wydawnicza „Jeszcze sześć takich czerwców”.
Nieoczywiste przyjaźnie, nowe miłości, przekraczanie własnych granic – co może się wydarzyć w ostatnim roku liceum?

„Jeszcze sześć takich czerwców” to romans z założenia skierowany do starszych nastolatków, chociaż nie zamykałabym tego w tak wąskie ramy.

Wydawać by się mogło, że temat raczej banalny – on popularny chłopak, każdy w mieście go zna, a całe liceum uwielbia, ona – nie wyróżnia się na tle pozostałych uczniów, klasowa prymuska, zamknięta w sobie. Znają się od zawsze, bo są sąsiadami. Są jak ogień i woda, a jednak połączyło ich wspólne dzieciństwo, więc ta przyjaźń trwa już latami. Historia jakich wiele, oczywisty romans, można nawet zadać sobie pytanie, po co czytać, skoro wiadomo, co będzie dalej. Ano nie wiadomo, bo życie naszych bohaterów wcale nie jest takie czarno-białe, tak samo zresztą, jak ich relacja. Bo o tym, że coś łączy naszych bohaterów, wiadomo od początku, tylko pytanie: co to takiego? Miłość, przyjaźń, przywiązanie, dług wdzięczności? Z wielkim podekscytowaniem i zaangażowaniem towarzyszyłam Capowi i Minie w czasie ich ostatniego roku w liceum. Roku, w którym wszystko się zmienia.

Książka jest bardzo dobrze napisana. Nie jest infantylna, dlatego z czystym sumieniem polecam ją również osobom, które nie klasyfikują się już jako młodzież. Zawiera porywające dialogi, świetnie wykreowane postacie. Do tego przedstawiona problematyka nie porusza tematów błahych. Zaskoczyło mnie to, przyznaję. Nie dlatego, że uważam powieści młodzieżowe za literaturę niskich lotów. Wręcz przeciwnie, bardzo lubię romanse z gatunku Young Adult i czytam je, bo są niezwykle optymistyczne. Byłam pewna, że mało może mnie już zaskoczyć. Cieszę się, że się myliłam. Ta konkretna powieść ma w sobie coś, co trudno znaleźć. Wciągnęła mnie tak, że przeczytałam ją w jeden weekend.

Polecam tę wspaniałą opowieść szczególnie fanom irlandzkiej pisarki Sally Rooney. Nie dlatego, że widzę podobieństwo w treści, ale dlatego, że jedna i druga autorka w sposób dojrzały ukazują w swojej prozie trudności w relacjach międzyludzkich. Sally Rooney w tej kwestii jest mistrzynią, ale i Daisy Garrison, w swojej chyba debiutanckiej powieści, poradziła sobie wyśmienicie.

Emilia Ogrodzińska
(emilia.ogrodzinska@dlalejdis.pl)

Daisy Garrison, „Jeszcze sześć takich czerwców”, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań, 2025.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat