„Język miłości” - recenzja

Recenzja książki „Język miłości”.
Wciągająca i zaskakująca historia miłości niczym z „Romea i Julii” rozgrywająca się w targanej wojną Syrii. Udowadnia, że słowa czasem są ważniejsze od czynów, a miłość to najpiękniejsze uczucie.

Młoda Bea – amerykańska studentka arabistyki – wyjeżdża na Bliski Wschód, by doświadczyć języka w jego własnej kulturze, wśród ludzi posługujących się nim na co dzień. Pragnie także przeczytać oryginalny manuskrypt historii miłosnej znanej w całym arabskim świecie. Nie zdaje sobie sprawy, że opowieść sprzed wieków może znaleźć odzwierciedlenie we współczesności.

„Język miłości” Emily Robbins opowiada nie tylko o języku i miłości, ale też o wojnie, tęsknocie, poczuciu osamotnienia i wyborach, przed którymi staje każdy z nas. Bo jak się okazuje, nawet te z pozoru niewielkie mają wpływ na dalszy bieg zdarzeń.

„Miłość to nie jest coś, o czym się mówi, tylko to, co się robi, co się czuje i czego się doświadcza.”
Wyobrażasz sobie kochać kogoś, ale nie móc go dotknąć? Widzieć go, rozmawiać z nim, czytać jego słowa, a przy tym nie czuć dotyku ukochanego? I wcale nie dlatego, że jest gdzieś daleko, wręcz przeciwnie – gdy pracuje naprzeciwko twojego balkonu, tak, że wystarczy wyciągnąć ręce, by niemal się zetknąć? Główna bohaterka książki – Bea – zostaje świadkiem takiej miłości. Miłości niczym z Romea i Julii albo Qaisa i Leili – bohaterów wzruszającego tekstu w języku arabskim.

Bea wynajmuje pokój u Madame, która uczy ją zasad obowiązujących w Syrii. Dziewczyna poznaje ten egzotyczny świat poprzez widok z balkonu i zabawy z dziećmi. Ulega urokowi jasnowłosego policjanta i jego pięknym wierszom, lecz Adel swoje uczucia kieruje do służącej Madame – Nisrine. Zakochani muszą jednak ukrywać się ze swoją miłością. Tak jak Romeo i Julia pochodzą z różnych środowisk. Ona jest służącą z Indonezji, gdzie zostawiła swojego męża i syna. On jest policjantem, pochodzącym z rodziny generałów. Tworzą więc własny „Język miłości”, dzięki któremu ich uczucie nie traci na sile i trwa mimo wszelkich zagrożeń.

„W arabskim istnieje rdzeń słowa miłość, z którego można stworzyć wyrazy przyjaźń i tęsknota.”
Narratorem powieści jest Bea, która niczym poeta z tekstu o Qaisie i Leili opisuje niepowtarzalną i wzruszającą historię kochanków. Studentka musiała wyrzec się własnych uczuć, by stać się świadkiem prawdziwej, wielkiej miłości. Książka napisana jest prostym, a przy tym barwnym językiem. Emily Robbins kreuje postaci „z krwi i kości”, przez co czytelnik nie może być obojętny na ich losy.

„Miłość to coś, z czym uczysz się żyć już na zawsze.”
Bea poznała wszystkie dziewięćdziesiąt dziewięć słów oznaczających w języku arabskim „miłość”, ale żadna teoria nie była w stanie przygotować ją na to, czego doświadczyła na Bliskim Wschodzie. Historia Adela i Nisrine to coś, wobec czego nie da się być obojętnym. „Język miłości” bawi, wzrusza, zaskakuje i uczy, na czym polega prawdziwa miłość. Skłania do refleksji nad tym, co w życiu ważne i tym, co liczy się po śmierci. Udowadnia też, że sposobów na wyrażanie uczuć jest wiele i każdy z nich jest równie wartościowy. Bo o miłość należy dbać, tak jak o wszystko na czym nam zależy.

Joanna Puternicka
(joanna.puternicka@dlalejdis.pl)

Emily Robbins, „Język miłości”, Warszawa, Prószyński i S-ka, 2017.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat