„Jimi Hendrix. Sam o sobie” - recenzja

Recenzja książki „Jimi Hendrix. Sam o sobie”.
Zdumiewający obraz słynnego gitarzysty powstały z połączenia wywiadów, tekstów piosenek, notatek, relacji i błyskotliwych myśli.

Nie jest to kolejna biografia Jimiego Hendrixa. Jest to raczej obraz jaki istniał w jego głowie na temat muzyki, własnej twórczości, upodobań i poglądów. Niestety wiele kwestii zostało przemilczanych takich jak okoliczności śmierci, pociąg do narkotyków i kobiet. Ale to wszystko można znaleźć w biografiach, bo tych wiele napisano. Z wywiadów wynika, że to muzyka stanowiła sens jego życia, o której mówił, że: „jest to mieszanka rocka, odjazdu, bluesa i wścieklizny. Moje rockowo-bluesowo-czarno-odjechane dźwięki”.

„Jimi Henrdix. Sam o sobie” to połączenie rysunków, tekstów piosenek, listów, wywiadów i relacji. W ten sposób czytelnik przebywa drogę z muzykiem od urodzenia Jamesa w Seattle, przez służbę wojskową, po początek zespołu The Jimi Hendrix Experience. Przez te wszystkie lata widać niesłychaną pasję do muzyki, wszechstronność, potencjał, chęć tworzenia nowych dźwięków, improwizowania i jamowania. Oprócz tego zajmowało go życie obecną chwilą, graniem, chwytaniem chwili, bo: „życie to opowieść krótsza niż mgnienie”, a „miłość to opowieść od witaj do żegnaj”. To także historia człowieka, który zaczynał życie przepełniony marzeniami i chciał urzeczywistnić dźwięki drzemiące w duszy („muzykę trzymam w głowie”), za pomocą przekazu gitarowego bo wokal nie odzwierciedlał w pełni jego ekspresji. Można znaleźć wiele historyjek jak zatrzymanie Jimiego przez policję. Wtedy pochwalił się, że gra w zespole Experience, a mundurowi zapytali go: „mówiłeś, że grasz w zespole , który nazywa się <<Przeżycie>>. Jak byś nazwał to dzisiejsze przeżycie?-nękanie przez policję”.

Dla wielu był znany przede wszystkim z kolorowych, hipisowskich i ekscentrycznych strojów, dla innych z imponujących wirtuozerii, grania za pomocą zębów, a niektórzy postrzegają go jako wandala, który niszczył sprzęt na koncertach: „postanowiłem więc, że na koniec piosenki zniszczę gitarę. To miała być ofiara. W ofierze składa się to, co się kocha. Ja kocham moją gitarę”. Później stał się niewolnikiem tej ekspresji, słuchacze na koncertach oczekiwali powtórzenia widowiskowego wybryku, Jimi jednak podkreślał, że wszystko co dzieje się na scenie, często bywa niepowtarzalne, dlatego nie lubił grać z playbacku, a każda piosenka brzmiała inaczej.

W „Jimi Hendrix. Sam o sobie” widać indywidualną drogę gitarzysty, ale także wiele fascynacji. Opowiada o upodobaniu do feelingu Steva Winwood'a, Spencera Davis'a, Toma Jones'a, Ray'a Charles'a.

Każdy z nas ma zapewne inny obraz na temat twórczości Jimiego i sam sobie odpowie na wiele pytań czy już to przeżyliśmy(Are you experienced?) i jak wygląda nasz osobisty „pokój pełen luster”(„I used to live in a room full of mirrors”). Muzyka obroni się sama. Jak przewidział Jimi w jednym z wywiadów: „Trzeba umrzeć, żeby uznali, że jesteś coś wart. A kiedy umrzesz, jesteś ustawiony na całe życie. Kiedy umrę słuchajcie tylko moich płyt”.

Sylwia Wasin
(sylwia.wasin@dlalejdis.pl)

Jimi Hendrix. Sam o sobie, Warszawa, Burda Książki, 2014



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat