„Już czas” – recenzja

Recenzja książki „Już czas”.
Jodi Picoult to autorka, którą śmiało można zaliczyć do najlepszych i najbardziej poczytnych współczesnych pisarek.

Fani jej twórczości podkreślają warsztat pisarski, ładunek emocjonalny, jaki niosą jej powieści, fakt, że historie kreślone jej piórem są bliskie czytelnikom i niezwykle realne. Niedawno na półkach księgarni pojawiła się zupełnie nowa powieść Jodi Picoult, która jest tak bliska jej poprzednim książkom, jak od nich daleka.

„Już czas” to historia trzynastoletniej Jenny Metcalf, która poszukuje zaginionej przed dziesięcioma laty matki. Alice Metcalf, badaczka słoni, znika po tym, jak w prowadzonym przez nią i jej męża Thomasa rezerwacie ginie jedna z opiekunek zwierząt, a sama Alice ranna trafia do szpitala. Ślad po kobiecie urywa się, gdy odzyskawszy przytomność ucieka ze szpitala – trzyletniej wówczas Jennie na pamiątkę po matce zostają tylko dzienniki badań, w których dziewczyna po latach szuka jakiegokolwiek tropu. W tym zakresie nie może liczyć na pomoc rodziny – Thomas, ojciec Jenny, po tragicznym zdarzeniu trafił do szpitala psychiatrycznego, a babcia, która opiekuje się nastolatką, nawet nie zgłosiła formalnie zaginięcia Alice, tak jakby już pogodziła się ze śmiercią córki.

W poszukiwaniach matki pomagają Jennie dwie, chciałoby się powiedzieć, zupełnie niewłaściwe osoby – podstarzały detektyw, który kiedyś prowadził sprawę zaginięcia oraz słynna jasnowidzka, której talent rzekomo wypalił się przed laty. Okazuje się jednak, że dzięki pomocy Virgila i Serenity dziewczyna zaczyna odkrywać okrytą kurzem czasu prawdę. Czy jednak wszystko w tej powieści jest tym, czym się wydaje?

Akcja powieści rozkręca się dość wolno, w zasadzie dopiero w drugiej części powieści sprawia, że trudno się od książki oderwać. Jodi Picoult wykorzystała wieloosobową narrację, by przedstawić wydarzenia z przeszłości i teraźniejszości w możliwie plastyczny sposób. Rozdziały prowadzące akcję przeplatają się z zapiskami dotyczącymi życia i emocji słoni z dziennika Alice, które można w metaforyczny sposób przenieść na faktyczną akcję. Te wstawki są momentami dość nudne, ale ich zastosowanie wydaje się celowe – poza wspomnianym metaforycznym znaczeniem mają też sens w zakresie spowolnienia akcji.

Znawcy twórczości autorki z pewnością zauważą charakterystyczny styl, sposób budowania napięcia i opisy przeżyć bohaterów, które pozwalają czytelnikom niejako zbliżyć się do bohaterów powieści i odczuwać razem z nimi.

Najbardziej zaskakujące jest w całej powieści zakończenie – dawno nie zdarzyło się, bym po lekturze siedziała z mętlikiem w głowie i rozdziawioną buzią. Dopiero ostatnie rozdziały odkrywają przed czytelnikiem całą prawdę, której trudno było wcześniej się spodziewać. Nawet miłośnicy społeczno-psychologicznej twórczości Jodi Picoult przyznają, że wprowadzenie drugiej, a nawet trzeciej rzeczywistości to wyjątkowy zabieg, przeprowadzony z wyczuciem i smakiem, jak na tę autorkę przystało. Tym razem pisarka nie podała odbiorcom oczywistego rozwiązania i zakończenia, a zaprosiła czytelnika w podróż w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie "czy więź łącząca matkę i dziecko jest silniejsza niż śmierć?" – myślę, że po lekturze powieści „Już czas” każdy znajdzie swoją odpowiedź.

Ewa Mędrzecka
(ewa.medrzecka@dlalejdis.pl)

Jodi Picoult, „Już czas”. Prószyński i S-ka, Warszawa 2014



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat