„Kajto. Jadę po swoje” - recenzja

Recenzja książki „Kajto. Jadę po swoje”.
Zwycięstwo, puchar i kolejny rajd… Każdy z nas skupia się na tym, co oczywiste - a dopiero, gdy opadnie kurz na szutrowej drodze widać te najważniejsze ślady walki - ślady prawdziwego mistrza.

Zapach benzyny i znajomy, nierówny warkot są dla mnie niczym magiczny eliksir na smutki i problemy dnia codziennego. Dźwięki wydobywające się spod maski ukochanego samochodu dla innych będą jedynie znakiem pracy serca auta, dla mnie będą kolejnymi nutami najpiękniejszego utworu, jaki kiedykolwiek słyszałam w życiu. Do czego zmierzam? Jak wielu z Was się już pewnie domyśla, książka opisująca życie Kajetana Kajetanowicza - jednego z najbardziej znanych polskich kierowców rajdowych - jest dla mnie czymś wyjątkowo cennym. To nie jest stos kartek zapełnionych drukarskim tuszem, a żywa legenda, która z każdym kolejnym akordem w postaci liter, słów i zdań wywierała coraz większy wpływ na moje życie.

Postaci Kajetana Kajetanowicza chyba nikomu nie trzeba przedstawiać - niezależnie od tego, czy mruczenie silnika wywołuje u Was palpitacje serca, czy może jest Wam równie obojętne jak dźwięk pracującej drukarki. W mediach co rusz pojawiają się informacje, okrywające chwałą zdolnego kierowcę i nie pozwalające na to, by choć jeden z jego sukcesów umknął naszej uwadze. Krzysztof Pyzia, autor książki, nie skupia się jednak (jak większość z nas) na efekcie końcowym. Razem z mistrzem przechodzi całą drogę od narodzenia aż po sam szczyt - wygrane w rajdach i wielkie tytuły. Jak się okazuje, dopiero poznając całe życie Kajetana możemy właściwie postrzegać jego dzisiejsze sukcesy. Dopiero wtedy możemy je naprawdę docenić.

Chociaż część z Was mogłaby mnie posądzić o zupełny brak obiektywizmu w ocenie książki - co nie ukrywajmy, byłoby całkiem trafnym spostrzeżeniem - to jednak pragnę Was uspokoić i przyrzec, że do tej książki także udało mi się podejść „na chłodno” z dużą dozą obiektywizmu. Niemniej jednak jedyne na co mam teraz ochotę, to bić pokłony przez autorem, który dokonał tego, czego ja zawsze szukam w tego typu publikacjach - pokazał postać wielkiego mistrza od zupełnie innej strony, ukazując nam jego życie w nowym świetle. Kiedy patrzę na Kajetana przez pryzmat tych wszystkich wydarzeń opisanych w książce, czuję się tak, jakbym poznała kogoś, kto od pierwszej chwili staje się bliski mojemu sercu. Co więcej - uświadomienie sobie, że ktoś taki jak Kajto miał takie same problemy, smutki i radości jak my, jest jedną z najcenniejszych lekcji, jakie możemy otrzymać w naszym życiu. My też możemy osiągać szczyty - wystarczy chcieć! Chciałam zwrócić jeszcze uwagę na bardzo istotną sprawę - język książki. Uwielbiam publikacje, które nie „atakują” czytelnika górnolotnym słownictwem, a jednocześnie odbiorca może mieć poczucie, jakby płynął przez kolejne karty. Z ręką na sercu - tę książkę czyta się z tak wielką przyjemnością, że trudno oderwać się od niej choćby na chwilę - chyba że po to, by wreszcie i swoje marzenia zacząć wprowadzać w czyn.

Możliwość poznania wielkiego mistrza to skarb, obok którego nie można przejść obojętnie. Wy też nie możecie. Otwórzcie książkę o niesamowitym człowieku i rozpłyńcie się w zachwycie nad jego geniuszem (i rzecz jasna nad geniuszem autora!). Ja z pewnością nie raz jeszcze wrócę do tej publikacji po inspirację, siłę i nadzieję.

Katarzyna Kubiak
(katarzyna.kubiak@dlalejdis.pl)

Krzysztof Pyzia, „Kajto. Jadę po swoje”, Prószyński i S-ka 2017



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat