Jest pełna ziół, zdartych kolan, rodzinnych konfliktów i dziecięcych ograniczeń. To obraz wsi widziany dziecięcym okiem, którą tak wielu z nas jeszcze pamięta. Wspomnienia bohaterki są kolekcjonowanie jak kwiaty w zielniku, gdzie każde ma swoje własne unikatowe miejsce. To książka, którą chce się czytać i jednocześnie odłożyć na bok, z powodu słów, które na wskroś przelatują nasze serce, wspomnienia i myśli.
To piąta pozycja w dorobku literackim Zośki Papużanki, krakowskiej pisarki, znanej z barwnego i nietuzinkowego języka. Każda proza wychodząca spod pióra autorki jest unikatowa i jedyna w swoim rodzaju. Pisarka hipnotyzująco pisze o rzeczach z pozoru błahych i nieistotnych.
O czym jest „Kąkol”? To namiastka wakacji na wsi, gdzie dziecięca radość przeplata się z obłudą, zaściankowością, patriarchatem i przemocą, przy jednoczesnym dbaniu o zachowanie pozorów. Narratorem jest kilkunastoletnia dziewczynka, która rozumie świat lepiej niż się wydaje. W przenikliwy sposób obserwuje otaczającą ją wakacyjną rzeczywistość i w ironiczny sposób komentuje zachowania dorosłych członków swojej rodziny. Jest rozdarta między ojcem, pełniącym funkcję autorytetu, ale dalekim i zdominowanym przez swojego ojca, a matką, która jest postacią idealną, niezwykłą, lecz odrzuconą przez rodzinę męża, nieumiejącą się odnaleźć. Despotyczny dziadek Antoni jest panem i władcą czterech ścian rodzinnego domu. Jego spojrzenie pełne pogardy, śmiech czy ignorancja bywają karą większą niż cokolwiek innego. Śpiącego dziadka nie można obudzić, bo kto wie, co by się mogło stać. Babcia Marysia to jego przeciwieństwo - jest prawie niewidzialna, cicha, zajmuje się gotowaniem i rozwiązywaniem krzyżówek. Ciotka Aurelia, kolorowa postać tej książki oraz Irmina w różowym szlafroku i Dziubasek nadają całej akcji rumieńców, zaś cała plejada mieszkańców wioski, która przewija się na kartach powieści, tworzy niesamowity klimat wiejskiej społeczności końca ubiegłego wieku.
Zośka Papużanka w brutalnie szczery sposób opisuje ponadczasowość polskiej rodziny, gdzie panuje stereotypowy model męża-władcy i żony, zajmującej się domem i młoda latoroślą. A dzieci, tak często bezbronne, niewinne i rozumiejące dorosły świat na swój dziecięcy sposób są krzywdzone przez rodzinne traumy. Wylatują z gniazda jak młode płatki, nieumiejące latać, uczące się po swojemu każdego kroku życia, by potem móc powielać schematy przodków, od których chciało się uciec. Zataczają kręgi historii tworząc swoje własne, wydeptane przez rodziców i dziadków.
„Uciekałyśmy z naszych domów. Uciekałyśmy od ciasnoty, zapachu cudzego potu. (..) Od ojca, który zbyt często sobie coś przypominał, i od ojca, który może pamiętał, ale nie chciał powiedzieć. (…)
Od naszych ładnych, steranych mam, które nauczyły nas uciekać, oddalać się, bo niewiele więcej miały czasu nas nauczyć, już byłyśmy w drodze, już uciekałyśmy. (…) Uciekałyśmy z naszych domów.”
„Kąkola” nie czyta się jednym tchem, wręcz przeciwnie. To książka, którą smakuje się po kawałku. Dawkuje się historie i opisy, które nawet jak bardzo smaczne ciasto, w nadmiarze może przynieść ból brzucha. Ta książka daje przestrzeń do przemyśleń na temat rodziny i dzieciństwa oraz przywraca własne wspomnienia. Zaskakująco refleksyjne połączenie przypadnie do gustu uważnemu czytelnikowi.
Iwona Szymbara
(iwona.szymbara@dlalejdis.pl)
Zośka Papużanka, „Kąkol”, Wydawnictwo Marginesy, 2021
Komentarze