Kamasutra to nie tylko pozycje seksualne

Kamasutra Lance'a Dane'a.
„Kamasutra” Lance`a Dane`a to wierny przekład spisanych przez Watsjajanę, na początku naszej ery, erotycznych norm i praktyk.

Jeśli jednak ktoś liczy na szczegółowe instrukcje, jak zastosować w praktyce jedną z 64 pozycji seksualnych, to niech sięgnie po inną lekturę...

„Książka ta stanowi pełny przekład najbardziej autorytatywnego dzieła o sprawach miłosnych, jakie wydała literatura sanskrycka” – wyznał Lance Dane w przedmowie do „Kamasutry”. Nie przedstawił więc czytelnikom własnego odautorskiego dzieła, lecz przekład. Niemniej jednak bardzo ładnie wydany. Autor pokrótce opisał proces powstawania Kamasutry, aforyzmów miłości. Przyznał natomiast, że oparł się w pełni na wersji stworzonej przez Watsjajanę między I a VI wiekiem n.e., którego następcy uznawali za wielki autorytet, a samo dzieło za „największy skarb erotycznej literatury indyjskiej”.

„Kamasutra” nie stanowi, ku być może rozczarowaniu niektórych czytelników, instrukcji dotyczącej sposobu przyjmowania poszczególnych pozycji seksualnych, których jak pewnie większość osób się orientuje istnieje aż 64. Watsjajana bowiem nauczał, że: „osoba inteligentna i roztropna, która przestrzega dharmy i arthy, a także kamy, nie stając się przy tym niewolnikiem namiętności, osiągnie sukces we wszystkim, co przedsięweźmie”. Przy czym dharma uosabiała cnotę i wartości religijne, artha – ziemskie bogactwa, a kama miłość, przyjemność, zadowolenie zmysłowe. Według „Kamasutry” erotyka to nie wyłącznie sam akt seksualny, ale także cała otoczka związana ze sztuką uwodzenia, czyli piękny wygląd, umiejętność zmysłowej konwersacji, sposób poruszania się i powłóczystego spojrzenia oraz miłosna gra obejmująca wiele ciekawych odmian pocałunków. Hindusi dużą wagę przywiązywali do ukąszeń i śladów paznokci pozostawianych na ciele kochanka/kochanki. W ten sposób niejako oznaczali określoną osobę jako przynależącą do nich. Choć niejednokrotnie o pozostawiane przez siebie ślady kobiety, zachęcane zresztą przez księgę, urządzały wymówki, ot tak dla podgrzania zmysłowej atmosfery.

Nie chcę nikogo absolutnie zniechęcić do lektury. Warto zajrzeć do „Kamasutry” choćby po to, by poznać życie starożytnych Hindusów, a stanowili niezwykle rozwiązły naród. Wydaje się, że ich życie oscylowało jedynie wokół zaspokajania ogromnych apetytów seksualnych i uwodzenia kolejnych obiektów zainteresowania. Okazuje się, że większość zarówno kobiet, jak i mężczyzn znało „sześćdziesiąt cztery sztuki miłosne” i z sukcesem wcielało je w życie. Nie tylko ze współmałżonkiem czy którąś z żon, ale również ze służbą, masażystami czy prostytutkami. Zresztą kurtyzany uważano za pełnoprawne członkinie społeczeństwa, przewyższające poziomem wykształcenia większość kobiet w Azji. „Dopóki zachowywały się one właściwie i przyzwoicie, traktowano je nawet z pewnym szacunkiem”.

Kiedy przedstawicielkę płci pięknej ogarniał płomień pożądania, a z takich czy innych względów nie udało się go ugasić przy pomocy „żywego” lingamu (w taki subtelny sposób księga określała męski organ płciowy), Hinduski znajdowały rozwiązanie. Z zaskoczeniem odkryłam, że w tak wydawałoby się zamierzchłych czasach wykorzystywały już sztuczne penisy. A i w sytuacji, gdy ich zabrakło również potrafiły sobie radzić, używając w tym celu rzeźby z fallusem w stanie erekcji.

Niewątpliwą ozdobę książki stanowią piękne rysunki ukazujące najczęściej pary kochające się w wielu różnych pozycjach Niektóre wymagają akrobatycznych umiejętności od jednego bądź obojga kochanków. Ciekawe czy zawodowi gimnastycy je studiowali? Inna zastanawiająca kwestia dotyczy kobiecych piersi, a właściwie ich doskonałego wyglądu. Czy to możliwe, by ludzie żyjący w początkowych wiekach naszej ery znali już silikon? Zresztą męskie przyrodzenie wcale im nie ustępuje, bo wygląda naprawdę imponująco. W tym przypadku jednak księga zna i zdradza recepturę na powiększenie penisa, bądź jego otworu bez udziału chirurga plastycznego. Wskazuje także przepisy na zwiększanie potencji seksualnej. Okazuje się, że wcale nie potrzeba farmakologicznych niebieskich tabletek. „Kamasutra” oferuje również wspaniałe zdjęcia starożytnych, indyjskich rzeźb oczywiście o tematyce erotycznej i słusznie, to przecież nie podręcznik pierwszej pomocy. A może jednak?

Jowita Kubiak
(jowita.kubiak@dlalejdis.pl)

Lance Dane „Kamasutra”, Wydawnictwo Bellona S.A., Warszawa


Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat