Kartki z podróży do Chin

Recenzja książki Lisa-Xiu i Lin-Shi Córki z Chin.
„Lisa-Xiu i Lin-Shi Córki z Chin” to po pierwsze opowieść o Chinach. Proste, ale zarazem żywe opisy miejsc, o jakich nie czyta się w przewodnikach.

Chiny widziane oczyma turystów, pełne zakamarków, zwykłych, codziennych miejsc i zdarzeń. Chiny ze swoją tradycją i zwyczajami tak trudnymi do zrozumienia dla przybysza z Europy. I choć książka ta nie nadaje się na poradnik, jak przetrwać w Chinach, to jednak można się z niej wiele nauczyć, poznać mroczne tajemnice polityki jednego dziecka. W całej opowieści o Chinach największym plusem jest to, że jest ona jak najbardziej przemyślana. Autorzy zarysowują plan wydarzeń, opowiadają o miejscach, które widzą, idealnie ważąc proporcje. Dlatego próżno szukać w tej książce dłużących się opisów przyrody czy architektury. Dlatego też tło nie przysłania całej fabuły tej historii, choć czasami chciałoby się powiedzieć: a szkoda...

Po drugie „Lisa-Xiu i Lin-Shi Córki z Chin” to opowieść o bohaterach. Rodzicach, którzy decydują się na skonfrontowanie swoich adoptowanych córek z krajem ich pochodzenia. Chociaż konfrontacja to chyba nie jest najlepsze słowo, bo chodzi o przekazanie córkom wiedzy o ich korzeniach. To rodzice – matka dziennikarka i ojciec autor książek – są narratorami tej opowieści. Zapowiadała się więc prawdziwa  podróż w głąb siebie.  Na próżno jednak wypatrywałam analizy emocji, jakie mogą towarzyszyć „na wskroś współczesnym rodzicom adopcyjnym”. Na próżno wypatrywałam jakiejkolwiek analizy i jakichkolwiek emocji. Tak osobista tematyka książki (skutki adopcji międzynarodowej), tak wzruszający, ale zarazem zapewne niezmiernie trudny dla rodziców adopcyjnych moment, został potraktowany po macoszemu.

Podczas lektury czuje się, jakby towarzyszyło się bohaterom we wszystkich tych miejscach, które odwiedzają. Oczyma wyobraźni widzi się place w Chinach, domy handlowe (to prawdziwy cenowy raj dla zakupoholików!), poznaje się kulturę i ludzi, ale zupełnie nie czuje się samych bohaterów. Rodzice są mdli – kreują się na wyrozumiałych, nowoczesnych i pragnących wychowania córek w zgodzie z ich przeszłością. Nie przemawiają za tym, przynajmniej na kartach tej książki, prawdziwie głębokie emocje, żadne gesty rodzicielskiej miłości. Córkom natomiast przypisuje się bardzo dojrzałe przemyślenia, chyba mało adekwatne do ich wieku.

Dużo tej krytyki. Zastanawiałam się, czy tak naprawdę mam do niej prawo. W końcu nie jest to wymyślona fabuła i fikcyjni bohaterowie, ale prawdziwi ludzie i ich historia. I jak tu napisać, że czyjaś podróż życia nie spełnia moich czytelniczych oczekiwań?

Dla samej opowieści o Chinach warto sięgnąć po tę książkę. Jeśli jednak poszukujemy lektury, w której na pierwszym miejscu jest człowiek, to nie polecam.

Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)

A.Kok, D.Michielsen, „Lisa-Xiu i Lin-Shi Córki z Chin”, Dobra Literatura 2010


Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat