Kat oprawcą czy wybawcą?

Recenzja książki "Córka kata".
Kto się, proszę Państwa, boi kata, z niechęcią przywołuję bordową gustowną maskę, spod której spozierają złowrogie źrenice, niech poczyta Olivera Pötzscha.

Dokładniej mówiąc debiutancką pozycję spod jego pióra, książkę opisującą rodzinę katów nazwiskiem Kuisl, jej życie i wydarzenia, w których biorą udział, umiejscowione w Schongau – małym miasteczku w Bawarii.

Akcja książki rozgrywa się w XVI wieku w miejscu wyżej wspomnianym, za czasów ciemnoty społecznej i wbrew europejskiemu renesansowi, który przez kartki Pötzscha przebija się bynajmniej. W małym Schongau dochodzi bowiem do serii zabójstw młodych dzieci, połączonych także innym motywem, a mianowicie granatowym śladem na plecach każdego z nieletnich denatów. „Inteligencki” duszek prowincji podsuwa jej mieszkańcom najwygodniejsze rozwiązanie, jakim jest osoba diabła – niedościgniona, nieosiągalna, z którą zadzierać nie wolno, a której schwytać nie można. Taki rzekomy przebieg wypadków pozwoliłby przecież o całej sprawie zapomnieć, zrzucić ją na karb sił nadprzyrodzonych zrzeszonych z jakimś ziemskim pobratymcem, którego egzekucja zakończyłaby problem i uwieńczyła szczęśliwe życie mieszkańców.

Niestety, po tym zawiązaniu akcji, wyłania się dziarskim krokiem nasz kat i udaremnia tchórzliwe próby. Człowiek wykształcony, bez uznanego statusu medyka, lecz z inteligencją niebywałą, oczytany, wyrozumiały, a mimo to wciąż unikany ze względu na własną profesję. Jakub Kuisl nie wybierał dla siebie szubienicy czy obcęgów do uciskania kciuków, zawód kata „odziedziczył” w DNA, po przyjściu na świat w rodzinie katów (jednej z większych i najbardziej znanych w Niemczech, która okazuje się być faktyczną rodziną autora). Mimo niewdzięcznych narzędzi tortur wciśniętych w jego olbrzymie dłonie, mimo krępej postawy, która wzbudza postrach wśród tubylców, Kuisl jest tylko człowiekiem. Wrażliwym, ale i sprawiedliwym. To właśnie dzięki tym cechom, akcja nabiera rozmachu, przeplatając w sobie wątek kolejnych zabójstw z osobą diabła, którą rzeczywiście dostrzegano na okolicznym placu budowy, miłostek córki kata – Magdaleny z medykiem i skarbu. Wszystkie te komponenty składają się na zagadkę, którą kat postanawia rozwikłać, tworząc z książki sensacyjną przygodówkę z lekkim zabarwieniem thrillera. Zapomnieć nie należy ponadto o elementach opartych na faktach, które wyjaśnia Oliver w swoim epilogu i które dopełniają końcowego obrazu.

Pękata „Córka kata” może odstraszyć stronicową mnogością, może zmylić tytułem, bo Magdalena nie absorbuje na tyle, by awansować na pierwszą stronicę, nie wiem natomiast, czy może zabrać nas do Schongau na dłużej. Od książki oczekuję wiru, nie tylko takiego, co to się kręci, co to go coś napędza, ale takiego, co wciąga. Powieść Pötzscha nie wprawiła mnie  w bezruch, przerywany jedynie niecierpliwym przewracaniem kartek. Z drugiej strony, szanując pomysł, a i korzenie, inny obraz nieczułego człowieczka z mieczem, polecam ją wielbicielom fabularnych odsłon przyprawionych odrobiną historii.

Natalia Kędziak
(natalia.kedziak@dlalejdis.pl)

Oliver Pötzsch, „Córka kata”, Wydawnictwo Esprit SC, Kraków 2011



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat