„Kiedy kobiety były smokami” – recenzja

Recenzja książki „Kiedy kobiety były smokami”.
„A gdyby tak rzucić to wszystko…”

Amerykański sen i w ogóle możliwość mieszkania w Stanach Zjednoczonych to dla wielu ukoronowanie pragnień. Miejsce idealne. Wolność. Demokracja. Prawa kobiet. Prawa… Wróć, prawa kobiet. Mimo że się mocno upieramy, że w tych właśnie Stanach kobietom żyje się w ogóle świetnie, to jeszcze nie tak dawno, w czasach, gdy rozgrywa się ta książka, życie kobiet było daleko bardziej podporządkowane mniej lub bardziej czytelnym systemom, układom patriarchalnym i stereotypom.

Otóż bowiem w latach 50. XX wieku kobiety miały w zasadzie prowadzić dom i zająć się wychowywaniem dzieci. Szalone pomysły typu edukacja uniwersytecka były tak właśnie traktowane – znajdziemy ci męża, założysz rodzinę, po co ci te studia, zobacz, twoja ciotka (lub inna „szalona” kobieta) skończyła studia i jaki ma z tego pożytek? Co prawda pożytek był, bo taka kobieta często sama stanowiła o sobie i o swoim życiu, ale na przedmieściach, gdzie toczyło się tak zwane normalne życie, takie kobiety były raczej na marginesie. Mogły czasem pracować, ale zwykle były wsadzone w inny stereotyp – zwariowanej starej panny, której nikt nie chce.

Ten nieco przydługi wstęp ma konkretny cel. Historia „amerykańskiego snu” z tej książki dotyka pewnego konkretnego wydarzenia, jakie pojawiło się w tym idealnym kraju. Jednego dnia kilkadziesiąt tysięcy kobiet zamieniło się w smoczyce. Czasem jeszcze rozprawiły się ze zdradzającym mężem lub szefem-despotą, strasząc go (zwykle do śmierci) albo po prostu go rozszarpując na tysiące kawałków. A potem wszystkie odleciały, ciesząc się nową cielesnością i wolnością. A może nawet przede wszystkim wolnością. Jednocześnie wydarzenie to było publiczną tajemnicą, o której nie wolno było pisnąć nawet słowa.

Alexandra Green, która woli zdrobnienie Alex, również jest częścią tej historii. Co prawda to jej ciotka wybiera wolność w postaci smoka, ale pozostawia jej tajemniczą książkę pewnego naukowca. O smokach i ludziach, którzy przyjmują ich postać. Przez kilka lat książka będzie pozornie bezużyteczna. W życiu Alex pojawi się siostra cioteczna, która będzie się z nią wychowywać jak siostra. To nie do końca normalne życie toczy się zwykłym rytmem, dopóki będzie żyła matka. Potem życie zmienia się diametralnie.

To właśnie na przykładzie nastoletniej dziewczynki dowiadujemy się, że studiowanie matematyki stanowi fanaberię, której ojciec nie zamierza finansować. I mało istotne jest to, że dziewczyna jest młodym geniuszem. Na szczęście w jej życiu pojawiają się osoby, które są skłonne do pomocy, jak choćby bibliotekarka. W zasadzie każda z osób, która pojawia się w otoczeniu Alex, to ktoś, kto ona drugie, ukryte ja.

„Kiedy kobiety były smokami” to uniwersalna powieść o tych, którzy mocno krzywdzeni – przez życie, innych ludzi, system, prawo, państwo, bez różnicy – w pewnym momencie decydują się na kroki skrajne. Rozliczą się ze swoimi oprawcami i wybiorą wolność, nawet taką, której inni nie tolerują. Kobiety są nieobliczalne w swoim gniewie. Warto o tym pamiętać, czytając tę książkę o erze amerykańskich przedmieść rodem z plakatów.

Agnieszka Pogorzelska
(agnieszka.pogorzelska@dlalejdis.pl)

Kelly Barnhill , „Kiedy kobiety były smokami”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2023



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat