Simone jest kobietą przed czterdziestką, która nie czuje się w pełni szczęśliwa w swoim związku. Ma wrażenie, że beztroskie i szczęśliwe lata minęły bezpowrotnie. Relacja z ukochanym stała się źródłem frustracji i nieustających pretensji. Kolejne dni przynoszą wyłącznie rozpaczliwe oczekiwania na zlecenia zawodowe, które pozwolą jej opłacić piętrzące się rachunki.
Simone pewnego dnia otrzymuje anonimowy list – prośbę o wylicytowanie starego siodła i kufrów w jednym z domów. Odnajduje w nich pamiętniki, które pochodzą jeszcze z okresu wojennego i opisują tragiczne losy dwóch kochających się sióstr urodzonych w Hamburgu – Viviane oraz Elisabeth. Ich drogi niespodziewanie się rozeszły, kiedy jedna z nich postanowiła sprzeciwić się decyzji rodziców dotyczącej zamążpójścia. Pamiętniki i listy, które odtąd ze sobą wymieniały, pozwoliły Simone wtajemniczyć się w tę niezwykłą, choć i nieszczęśliwą historię. Znaleziska i jej decyzje doprowadzą do zaskakujących zdarzeń, które odmienią nie tylko jej życie.
Opowiedziana historia, choć opowiada o sile miłości, która niejednokrotnie potrafi skomplikować życie, to w ogólnym rozrachunku napawa optymizmem. Mówi również o tym, jak często przypadkowe okoliczności mogą wpłynąć na nasze emocje i postrzeganie rzeczywistości.
Śmiało mogę ocenić tę książkę jako ciekawą i zaskakującą. Jednak przede wszystkim poleciłabym ją tym czytelnikom, którzy oczekują od lektury dawki wzruszeń sprzyjającej refleksjom. Historia zyskuje na wartości również dzięki obszernie opisanym okresie wojennym z perspektywy okrutnej kobiecej codzienności, co pozwala przeniknąć w realia ówczesnych czasów. Moją uwagę przykuły barwne opisy, sprytnie przenoszące czytelnika zarówno w klimat sielskiej wsi, jak i brutalnej wojny.
Katarzyna Lubińska
(katarzyna.lubinska@dlalejdis.pl)
Marie Jansen, „Kiedy byłyśmy siostrami”, Warszawa, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2017.
Komentarze