Jakub Wojtaszczyk rocznik ’86 pisarz, kulturoznawca, absolwent Gender Studies UAM. Debiutował powieścią „Portret trumienny”, którą wydał nakładem wydawnictwa Simple Publishing. „Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzeć” to przeplatające się ze sobą poznańskie losy czterech młodych ludzi, którzy mierzą się z problemami dnia codziennego. Witold właściciel mieszkania w starej kamienicy w Poznaniu, to głęboko przekonany o swoim szlachetnym pochodzeniu, neurotyk i furiat. Weronika to doktorantka polonistyki, niepewna siebie, ostrożna, intelektualista – dobra przyjaciółka. Adam i Evan kwiaciarz i dobrze zapowiadający się artysta, zakochani w sobie lecz tragicznie rozdzieleni. Książka „Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzeć” ma w sobie coś z manifestu i satyry. W krzywym zwierciadle przedstawione jest życie młodych, ambitnych ludzi. Wydaje się im, że wiele mogą zdziałać, a świat stoi przed nimi otworem. Autor zmusza do myślenia i prowokuje poprzez charakterystyczny dla swojego stylu czarny humor i groteskę. Stara się jednocześnie przybliżyć czytelnikowi problem współczesnej kondycji prekariatu i polskości. Autor z detalami opisuje wygląd postaci oraz ich otoczenie. Nakreśla emocje bohaterów, jednak nie są one tak ważne , jak zewnętrzne elementy. Jak mówi tytułowa deklaracja „[…] lubię patrzeć” ten młody pisarz, skupia się na formie przekazu, na tym co stanowi całą otoczkę wydarzeń. Publikację Wojtaszczyka czyta się z przyjemnością. Jego styl przypomina nieco Gombrowicza, co dla mnie osobiście stanowi atut jego twórczości. Wojtaszczyk doskonale dobrał język jakim posługują się bohaterowie. Pełno w nim neologizmów przeplatających się z młodzieżową nowomową. Narracja książki jest prowadzona interesująco przez wszechwiedzącego narratora. W ten sposób prezentowane są różne ujęcia wydarzeń, co może wydawać się to momentami nużące. Jednak dzięki temu zabiegowi czytelnik ma możliwość spojrzeć na wszystko, jako postronny obserwator. Mimo dość niewiarygodnych wydarzeń podczas lektury nie da się nie utożsamić z którymś z bohaterów. Można powiedzieć, iż poprzez swoje podobieństwo do współczesnych 20-30 latków postaci wraz ze swoimi perypetiami stają się uzależniający. Powieść w moim odczuciu jest metaforą wykluczenia młodych i ambitnych ludzi - z systemu, który przez lata studiów dawał poczucie wyjątkowości. Jednak, gdy nadchodzi moment, w którym absolwent może w końcu świadomie zadecydować o swoim życiu okazuje się, że zderzenie z rzeczywistością budzi frustracje i wywołuje poczucie zbędności. Poprzez wykreowanie sylwetki Witolda, Wojtaszczyk porusza istotną kwestię pochodzenia oraz tego w jakim stopniu determinuje ono widzenie świata i wiążące się z tym aspiracje życiowe. „Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzeć” jest dla mnie książką przełomową, ponieważ w pewnym stopniu oddaje moją rzeczywistość. Cieszę się, że ktoś spojrzał na nią z boku i uwypuklił pewne jej anomalia. Wisienką na torcie jest okładka książki. Rysunek w „old schoolowym” stylu wykonany przez Leszka Pietrzaka i żółta okładka, sprawiają, że nie sposób przejść obok tej pozycji obojętnie.
Dobrochna Rawicka
(dobrochna.rawicka@dlalejdis.pl)
Kuba Wojtaszczyk, Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzeć, Warszawa, Wydawnictwo Akurat, 2016.
Komentarze