Rodzina Wicherków to ostoja konserwatyzmu – rozwody, związki bez ślubu czy dzieci „z nieprawego łoża” są tu absolutnie nie do pomyślenia. Trzy kuzynki – Hania, Dorota i Amelia – próbują jakoś odnaleźć się w tej rzeczywistości, którą same określają jako mentalny XIX wiek. Żeby było ciekawiej, nad kobietami z ich rodu ciąży jeszcze klątwa babci Józi: jeśli nie wyjdą za mąż przed 25. rokiem życia, czeka je nieszczęśliwe małżeństwo. Dziewczyny postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce i trochę namieszać – nawet jeśli trzeba będzie kombinować, kręcić i łamać rodzinne zasady. Tyle że każda próba buntu niesie za sobą lawinę nieprzewidzianych komplikacji.
Po kilku udanych spotkaniach z twórczością Olgi Rudnickiej – zarówno w formie lekkich komedii kryminalnych, jak i bardziej mrocznego thrillera „Cichy wielbiciel” – z dużą ciekawością sięgnęłam po jej obyczajowy debiut. „Klątwa babci Józi” to książka wyraźnie inna od dotychczasowego dorobku autorki – pozbawiona wątków kryminalnych, skupiona niemal wyłącznie na relacjach rodzinnych, tradycji i kobiecym buncie wobec patriarchalnych schematów.
Pomysł wyjściowy był intrygujący – trzy kuzynki próbujące wyrwać się spod ciężaru „rodzinnej klątwy” i ciasnych konwenansów zapowiadały historię z potencjałem na inteligentną satyrę i lekką, przewrotną komedię. Niestety, mimo że styl pisania Rudnickiej pozostał lekki i przystępny, to tym razem nie udało mi się odnaleźć w tej opowieści. Zabrakło tego, co najbardziej ceniłam w jej poprzednich książkach – błyskotliwego humoru, wyrazistych postaci i wciągającej akcji.
Większość powieści stanowią rozbudowane dialogi, co samo w sobie nie byłoby wadą, gdyby rozmowy bohaterów rzeczywiście bawiły lub wnosiły coś nowego do fabuły. Tutaj jednak tempo narracji jest bardzo spokojne, humor nieco anemiczny, a postaci – mimo różnic pokoleniowych – zdają się mówić jednym, mało zróżnicowanym głosem. Ciężko było mi wczuć się w ich losy czy wyraźnie je od siebie odróżnić.
Z pewnością znajdą się czytelnicy, którym taki portret rodziny, pełnej świętoszkowatych matek i nieco zagubionych córek, przypadnie do gustu. Dla mnie jednak zabrakło w tej historii iskry – intrygi, emocji, a przede wszystkim humoru, który u Rudnickiej zwykle tak dobrze wybrzmiewa. Mimo wszystko cenię autorkę za próbę stworzenia czegoś nowego i wierzę, że dla niektórych będzie to ciepła, lekka lektura na spokojne popołudnie. Ja tym razem się nie wciągnęłam – ale czekam na kolejne książki i chętnie wrócę do Rudnickiej w jej bardziej znanym, kryminalno-komediowym wydaniu.
Joanna Adamski
(joanna.adamski@dlalejdis.pl)
Olga Rudnicka, „Klątwa babci Józi”, Prószyński i S-ka, Warszawa, 2025.
Komentarze