Kobiet czar

Nowość wydawnicza „Zalotnice i wiedźmy”.
Kontynuacja książki, którą zachwycałam się nieco ponad rok temu.

„Matki, żony, czarownice” Joanny Miszczuk polecam każdemu, kto poszukuje lekkiej, ale niebanalnej literatury kobiecej. Pamiętam, co mnie w tej książce tak urzekło – narracja, fabuła, język i kreacja głównych bohaterek. Joanna Miszczuk postawiła więc sobie bardzo wysoko poprzeczkę, pisząc kontynuację losów Asi i kobiet z jej rodziny.

Sądzę, że „Zalotnice i wiedźmy” spełniły pokładane w nich nadzieje. Mimo, że od przeczytania pierwszej książki minął ponad rok, bez trudu rozpoznałam wątki w fabule czy bohaterów (także tych drugoplanowych). Nie wiem, czego to jest zasługa – czy tego, że pierwsza część aż tak bardzo zapadła mi w pamięć czy też może tego, że druga część tak naturalnie wprowadza w klimat tej historii i pozwalała poczuć się tak, jakby pierwszą część dopiero skończyło się czytać.

W „Zalotnicach i wiedźmach” zastajemy Asię dokładnie taką, jaką zostawiliśmy ją w „Matkach, żonach, czarownicach”. No, może z wyjątkiem tego, że teraz Asia świętuje swój pierwszy sukces w nowej pracy. Na gruncie zawodowym wydaje się, że już lepiej być nie może, za to prywatne życie Asi rozpada się na drobne kawałeczki. Nie przeszkadza to jednak naszej głównej bohaterce w serwowaniu czytelnikowi przemyśleń i komentarzy, które uderzają swoją trafnością, optymizmem i… pragmatyzmem. Aśka to jednak mądra kobieta jest.

Jeśli komuś podobała się część pierwsza, to z pewnością powinien sięgnąć po „Zalotnice i wiedźmy”. Książka objętościowo jest mniejsza, ale uważam to za bardzo mądrą decyzję autorki. Zbyt rozbudowana historia mogłaby się po prostu przejeść w trakcie lektury. A tak, mamy zaspokojoną ciekawość bez poczucia całkowitego przytłoczenia losami kobiet z rodziny Joanny. Tak, tak – w tej części Joanna Miszczuk także zabiera nas w podróż do przeszłości. „Zalotnice i wiedźmy” stanowią uzupełnienie „Matek, żon, czarownic”, ale też tworzą odrębną historię. Główna bohaterka jest jakby dojrzalsza, mądrzejsza. Nie zmienia to jednak faktu, że w dalszym ciągu los potrafi ją (nie zawsze pozytywnie) zaskoczyć. A to oznacza tylko tyle, że dobra zabawa podczas lektury gwarantowana.

Czy można sięgnąć po „Zalotnice i wiedźmy” bez znajomości „Matek, żon i czarownic”? Jak najbardziej. Pomimo licznych odwołań nowa książka Joanny Miszczuk z powodzeniem tworzy odrębną całość. Jednak siłą rzeczy przy takiej lekturze wiele subtelności, odniesień i epizodów może umknąć uwadze czytelnika. Dlatego, polecając obie książki, zachęcam do sięgnięcia po nie w kolejności chronologicznej.

Zastanawia mnie tylko, czy zbieżność imion głównej bohaterki i autorki jest przypadkowa…?

Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)

Joanna Miszczuk „Zalotnice i wiedźmy”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2012



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat