Geneza książki „Kobieta, która przez rok nie wstawała z łóżka” pozostanie na zawsze tajemnicą autorki – została wydana pośmiertnie, ponieważ Sue Townsend zmarła w kwietniu 2014 roku. Pewne jest jednak, że lektura ta pozostanie w głowie każdego, kto po nią sięgnie. Również w moim przypadku książka znalazła się na liście tych, po które sięgnęłam bez przekonania, i które doceniałam coraz bardziej z każdą przeczytaną stroną.
Eva Beaver to matka genialnych, acz aspołecznych bliźniąt, żona astronoma o wybujałym ego oraz obarczona wieloma obowiązkami gospodynia domowa. Sprząta, gotuje, porządkuje rzeczywistość trzech osób, starając się przy tym wytrzymać złośliwości teściowej i narzekania własnej matki. Kocha Chanel no 5 i wygląda zdecydowanie korzystnie jako na kobietę w swoim wieku. Pewnego dnia, gdy jej dzieci wyjeżdżają na uczelnię, kładzie się do łóżka i postanawia zrealizować plan, który założyła sobie wiele lat temu: wraz z wyjazdem bliźniąt z domu przez rok nie wstanie z łóżka. Jej decyzja przyniesie wiele konsekwencji…
Jaka jest nasza pierwsza myśl, gdy słyszymy o kobiecie, która postanowiła dokładnie rok nie wstawać z łóżka? Myślimy, że musi mieć ona problemy psychiczne – kto chciałby z pełną świadomością zostać przez rok w łóżku, nie mając praktycznie kontaktu ze światem zewnętrznym? Taka jest i pierwsza myśl czytelnika, który poznaje Evę. Jej postawa napawa nas zdumieniem i zażenowaniem. Jeszcze bardziej odczuwamy te uczucia, gdy okazuje się, iż istnieje bardzo prawdopodobna możliwość… Możliwość, że to właśnie Eva jest najnormalniejszą osobą, którą spotkamy podczas tej literackiej podróży.
„Kobieta, która przez rok nie wstawała z łóżka” to nie tylko opowieść o kobiecie, która potrzebuje odpoczynku i ma dość swojego świata oraz codzienności. To również przegląd praktycznie całego społeczeństwa, ze wszystkimi ich wadami i zaletami. To kalejdoskop postaci tak wielopłaszczyznowych i prawdziwych, że bez trudu odnajdziemy je w swoim otoczeniu. Co więcej, z każdą przeczytaną stroną nie tylko zaczynamy współczuć Evie, ale również ją rozumiemy. Ona sama nie jest idealna, co jeszcze bardziej pozwala nam się z nią identyfikować. Popełnia błędy, na wyrzuty sumienia, stara się być dobrą osobą, choć czasem przychodzi jej to z trudem. Dzięki tej kreacji Sue Townsend stworzyła bohaterkę, której emocje odczuwamy jak swoje własne.
Jeśli ktoś liczy na książkę bezmyślną, to na pewno się zawiedzie – choć temat potraktowany jest z dużą dozą humoru i absurdu, to jednak w pewnej chwili czytelnik boleśnie uświadamia sobie, że płynie z niego ogromna, głęboka życiowa prawda. Z tego powodu poleciłabym książkę Sue Townsend każdej osobie, która chce sobie uświadomić, jak ważni są bliscy w kreowaniu naszej codzienności. To doskonała pozycja dla wszystkich zmęczonych życiem, jak również żyjących wyjątkowo lekko – każdy z tych czytelników znajdzie tutaj istotną naukę.
Paulina Dudek
(paulina.dudek@dlalejdis.pl)
Sue Townsend, „Kobieta, która przez rok nie wstawała z łóżka”, Warszawa, Grupa Wydawnicza Foksal, 2014.
Komentarze