Kobieta na krawędzi

Recenzja książki „Dom na krawędzi”.
Mistrzostwo prozy Nurowskiej polega na tym, że zawsze potrafi ona dołożyć przysłowiową łyżkę dziegciu do beczki miodu.

Po dobrze przyjętej książce „Drzwi do piekła”, okrzykniętej przez krytyków „najodważniejszą powieścią”, Maria Nurowska, postanowiła podążyć śladami swej bohaterki, Darii.

W „Domu na krawędzi” spotykamy ją w niezwykle trudnym momencie życia. Wyjście z więzienia i rozpoczęcie życia na nowo, z dala od dawnych znajomości, rodziny oraz azylu, jaki dawały jej współwięźniarki, budzi w niej przerażenie i niechęć. Rozpaczliwie poszukując swego miejsca na Ziemi, Daria wyjeżdża w góry, gdzie splot okoliczności pozwala jej odnaleźć cel życia. Pod nowym imieniem rozpoczyna pracę jako właścicielka pensjonatu. Nie zaznaje ona jednak spokoju, gdyż koleżanki z „piekła”, w przedziwny sposób pojawiają się w jej życiu, otwierając niezabliźnione rany. Oczyszczenie rozpoczyna się dopiero wtedy, gdy Daria poznaje smak miłości.

Ile Maria Nurowska dała z siebie Darii Tarnowskiej? Na pewno pomysł zbudowania pensjonatu w Bukowinie Tatrzańskiej zaczerpnęła z własnego życia. Czy szeroki wachlarz przeżyć, przemyśleń i rozterek bohaterki, jest tylko efektem niezwykle plastycznej wyobraźni pisarki, czy też sumą własnych doświadczeń?

Nie możemy bowiem upierać się, że Daria to postać odrealniona, bo jako była morderczyni nie może być przeciętną kobietą, z którą mogą się porównywać czytelniczki. Warto spojrzeć na to z innej perspektywy. Daria Tarnowska to kobieta po przejściach, bez względu na ich charakter. Etap wychodzenia z traumatycznych zdarzeń, związanych czy to ze śmiercią bliskiej osoby, przebywaniem w zakładzie karnym, rozwodem, gwałtem, czy też chorobą jest niezmiernie trudny, bolesny i długotrwały. Trudno w takiej chwili uwierzyć w twierdzenie, że „po deszczu zawsze wychodzi słońce”, czego usiłuje dowieść Maria Nurowska. Nie robi tego jednak w sposób hollywoodzki, „cukierkowy” i infantylny, dlatego warto jej wysłuchać.

Mistrzostwo prozy Nurowskiej polega na tym, że zawsze potrafi ona dołożyć przysłowiową łyżkę dziegciu do beczki miodu. Piętrząc przed swą bohaterką problemy nie tyle natury psychicznej, co przede wszystkim międzyludzkie, osadza swą powieść w rzeczywistym świecie, gdzie nigdy i nic nie jest proste i łatwe. Ten naturalizm, szczerość, prostota języka oraz patrząc wnikliwie, dość banalny temat, to przepis na powieść, która daje czytelnikowi kawałek cudzego życia. Możemy z nim zrobić, co chcemy. Odnieść go do własnego życia, albo podejrzeć trud pracy nad sobą innych, krytykując ich, czy osądzając, tak, jakby ktokolwiek nad dał do tego prawo.

Daria Tarnowska otwiera się przed nami, spisując w formie listu zdarzenia, które zatrzęsły całym jej światem. Światem, w którym miała być samotność i karmienie się przeszłością. Jak jednak sama przekonała się na własnej skórze, od przeszłości trudno uciec, ale od miłości jeszcze trudniej, co rodzi nadzieję dla wielu, że każdy może dostać drugą szansę od losu.

Ewa Podleśna-Ślusarczyk
(ewa.podlesna@dlalejdis.pl)

Maria Nurowska, „Dom na krawędzi”,  Znak, Kraków 2012



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat