Reportaże dokumentujące pracę korespondentów wojennych bywają różne. Jedne skupiają się na przedstawieniu ich pracy w najbardziej rzetelny sposób, inne ją gloryfikują. Czytelnik zaś oczekiwałby relacji z dystansem, pokazujących różne aspekty wyjazdów do miejsc, z których inni uciekają w obawie o własne życie. I bez wątpienia, udało się to autorce książki „Kruchy lód”.
Anna Wojtacha w swoim reportażu pokazała blaski i cienie pracy korespondenta wojennego. W jej przypadku nieco trudniejszą z racji tego, że jest kobietą. Na szczęście, czego się obawiałam, autorka nie popadła w ani jednym momencie w egzaltację nad własnym losem, bo przecież sama go wybrała. Obecność jej osoby w krajach, gdzie rola kobiet ogranicza się do usługiwania mężczyznom, wydaje się być odważna. A w trakcie lektury szybko dostrzeżemy kontrasty kulturowe, czasem bardzo dosadne.
Książka „Kruchy lód” zabiera nas w podróż do świata nasyconego przemocą, agresją i wszechobecną śmiercią. Takiego, którego fragmenty widzimy jedynie w relacjach korespondentów wojennych. Nawet nie zdajemy sobie sprawy, ile czasem trzeba odwagi, by opowiedzieć krótko „na żywo” o tym, co się w danej chwili dzieje w trakcie walk, gdy za plecami kolejne wybuchy. Anna Wojtacha wiele raz tak czyniła, z narażeniem życia relacjonowała polskiej telewizji sytuację w Gazie czy Afganistanie.
„Kruchy lód” bezlitośnie obnaża pracę korespondenta wojennego. Wojtacha z pełną świadomością pokazuje życie swoje i kolegów w trakcie wyjazdów oraz między nimi, w okresach spokoju we własnych czterech ścianach, w których każdy kolejny dzień bez wojennej adrenaliny zaczyna męczyć. W zawód korespondenta wojennego jest wpisane ogromne ryzyko. I nie chodzi tu tylko o lęk przed śmiercią możliwą w każdej chwili. Korespondent wojenny z każdym wyjazdem coraz bardziej stawia na szali swoje życie prywatne, a ta przechyla się niebezpiecznie tylko w jedną stronę.
„Kruchy lód” nie jest lekturą lekką i przyjemną. Skala ukazanego w niej okrucieństwa człowieka na człowieku nakazuje dawkować ją porcjami. Pochłonięta szybko może przerazić znacznie bardziej, a gwarantuję, że bardzo obrazowa relacja Anny Wojtachy zapada w pamięć, a w głowie jeszcze jakiś czas po zakończeniu lektury przewijają się okrutne sceny. Co zatem dzieje się w umysłach samych korespondentów wojennych wracających do kraju, do normalnej rzeczywistości? Aż strach pomyśleć.
Katarzyna Stec
(kultura@dlalejdis.pl)
Anna Wojtacha, „Kruchy lód”, Carta Blanca 2012
Komentarze