Kobieta ze stali i wilk w owczej skórze

Recenzja książki „Czerwona kraina”.
Joe Abercrombie kreuje świat twardy, brutalny, bezlitosny, w którym nie ma miejsca dla słabych – albo zabijasz, albo zabijają ciebie, nie ma innej możliwości, to od ciebie zależy, jak długo będziesz żyć.

Płoszka Południe to kobieta o stalowym charakterze. Kiedy się targuje, to niemal puszcza kontrahenta z torbami i nie ma sobie równych w trudnej dziedzinie dobijania targu z jak największą korzyścią dla siebie. Pije, klnie jak szewc, ma tendencje do przejmowania dowodzenia w każdej sytuacji, preferuje ciężką pracę w gronie mężczyzn niż pogaduszki w towarzystwie słabej płci pięknej. A kiedy podczas nieobecności Płoszki, banda degeneratów napada na jej gospodarstwo, zabija wieloletniego przyjaciela rodziny i uprowadza dwójkę jej młodszego rodzeństwa, niewiele czasu zajmuje jej wyruszenie na wyprawę poszukiwawczą. Płoszka i jej ojczym – stary, żylasty, z pozoru bardziej zawadzający niż pomocny Owca udają się w podróż, podążając tropem palonych domostw i walających się przy zgliszczach trupów.

Płoszka i Owca za wszelką cenę chcą uwolnić dzieci, poprzysięgając porywaczom zemstę. Są gotowi niemal na wszystko – nawet na zawarcie sojuszu z człowiekiem, którego rozsądniej jest omijać szerokim łukiem. Stopniowo poznajemy oboje, odkrywając coraz więcej sekretów z ich mrocznej przeszłości. Okazuje się, że ich znaczenie ich imion jest sprzeczne z ich cechami - ona wcale płochliwa nie jest, a staremu zdecydowanie bliżej do wilka w owczej skórze. Z biegiem akcji dołączają też pozostali bohaterowie – każdy inny, mniej lub bardziej ciekawy i zapadający w pamięć. W tym skupisku charakterów w „Czerwonej krainie” uderza nas jedna rzecz, niemal każdy ma jakiś wstydliwy sekret, ciemną plamę na życiorysie, którą stara się jak najdłużej ukryć przed innymi.

„Czerwona Kraina” przenosi nas do świata znanego z westernów. Daleka Kraina, którą przemierzają bohaterowie, kojarzy się już na samym początku z Dzikim Zachodem. Mamy tu małe miasteczka leżące na skraju cywilizacji, bezkresne pustynie wysączające ostatnią kroplę życiodajnych płynów z człowieka i zwierzęcia, mamy gorączkę złota i ogarniętych nią śmiałków wraz z całym dobytkiem zmierzających w bliżej nieokreślonym kierunku – kuszeni wizją błyszczącego w świetle słonecznym złotego kruszcu. Na tej surowej ziemi o przetrwanie i pozycję walczą między sobą najemnicy, poszukiwacze złota, wojownicze plemię Duchów słynące z obcinania uszu swym ofiarom, buntownicy powstający przeciw Unii reprezentowanej przez Inkwizycję, nie wspominając o Płoszce i Owcy, którzy podczas realizacji swej misji stoczą wiele pojedynków z przedstawicielami każdej z wymienionych grup.

Joe Abercrombie kreuje świat twardy, brutalny, bezlitosny, w którym nie ma miejsca dla słabych – albo zabijasz, albo zabijają ciebie, nie ma innej możliwości, to od ciebie zależy, jak długo będziesz żyć. Trup ściele się gęsto, słownictwo, jakim operują poszczególne postaci, może wywołać rumieniec na licu co wrażliwszej czytelniczki, sceny walk są krwawe i opisane bardzo obrazowo, bohaterowie z jednej opresji wpadają natychmiast w następną – za każdym w końcu ciągnie widmo paskudnej przeszłości, która prędzej czy później daje o sobie znać. Niektórzy czytelnicy za minus uznać mogą nieco przydługie rozważania bohaterów na temat kondycji ludzkiego losu, które niewątpliwie rozciągały akcję i zwiększyły objętość tej obszernej powieści, ale w końcu – kto nie lubi pogadać na tematy filozoficzne, kiedy nadarza się ku temu okazja? Polecam miłośnikom bijatyk, klimatów westernowych, ironicznego humoru i przygody.

Agnieszka Piktel
(agnieszka.piktel@dlalejdis.pl)

Joe Abercrombie, „Czerwona kraina”, MAG 2013



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat