Są książki, które kuszą odbiorcę dobrą promocją. Pisze się o nich dużo w prasie, obiecuje się czytelnikowi coś innowacyjnego i w ten sposób uruchamia się pewna machina. Intensywna reklama zachęca nieświadomego odbiorcę, żeby taką powieść wypożyczył albo co gorsza zakupił. Zmanipulowany konsument biegnie do księgarni, by chwilę później w domowym zaciszu po raz kolejny pluć sobie w brodę. Dokładnie taki schemat zadziałał w przypadku książki Witolda Orzechowskiego „Kobiety bez wstydu”, napisanej na podstawie scenariusza do filmu o tym samym tytule. Książki, która miała rozerwać odbiorcę, a zafundowała mu niestrawne wypociny, które nie sposób przeczytać, nie przysypiając.
„Kobiety bez wstydu” to książka pełna absurdów. Główny bohater, Piotr jest urodzonym bawidamkiem. Odkąd pamięta, centrum jego zainteresowań obsesyjnie krążyło wokół kobiet. Mężczyzna wyjątkowo dobrze rozumie panie i szybko odkrywa w jaki sposób zaspokoić ich seksualne pragnienia. Podczas swojego pobytu w Wiedniu wdaje się w romans z doktor Glanz, która załatwia mu uczestnictwo w trzydniowym kursie z zakresu psychoanalizy. Wkrótce Piotr dziedziczy w Krakowie mieszkanie, wraca do Polski i otwiera własny gabinet dla pań. Niczym drugi Freud próbuje dotrzeć do podświadomości kobiet. Do tego, co najbardziej wstydliwego i grzesznego w ich umysłach. Gabinet Piotra przeżywa oblężenie. Niestety okazuje się, że każda sława ma swoją cenę…
Podsumowując, jeśli lubicie książki z nieśmiesznymi żartami, zbędnymi scenami erotycznymi i chaotyczną fabułą, mogę polecić „Kobiety bez wstydu”. Dodajmy do tego przeskakiwanie z wątku na wątek, irytujący sposób prowadzenia narracji i drętwe, kompletnie odrealnione dialogi. Książka Witolda Orzechowskiego skutecznie zniechęciła mnie do obejrzenia filmu i choćbym chciała nie jestem w stanie napisać o niej nic pozytywnego.
Ilona Kamińska
(ilona.kaminska@dlalejdis.pl)
Witold Orzechowski, „Kobiety bez wstydu”, Edipresse Książki, Warszawa 2016
Komentarze