„Kochać, jak to łatwo powiedzieć” - recenzja

Recenzja książki „Kochać, jak to łatwo powiedzieć”.
„Daremne żale, próżny trud”

Drogi czytelniku. Jeśli chcesz poznać uczniowskie życie w PRL-u, to raczej włącz sobie kronikę filmową, bo ta książka za specjalnie ci tego nie przybliży.

Historia opisana przez autora jest jak najbardziej historią uczniowską, tylko, moim zdaniem, ani nie oddaje dobrze realiów szkolnych za czasów PRL-u, ani nie jest książką o relacjach miłosnych między nastolatkami. Właściwie nie do końca wiadomo, czym jest, bo sam autor podkreśla, że po latach udało mu się znaleźć własne stare zapiski (pamiętnik prowadzony w czasach szkolnych), które postanowił wydać. Właściwie mógłby być to dobry pomysł ma powieść, ale redakcyjne ingerencje poszły za daleko. Język narratora odbiega od języka młodzieży, także tej sprzed 50. Lat. Jest on raczej moralizatorski i mocno dorosły. Inna sprawa, że czytelnik mało zorientowany w komunistycznych realiach, nie do końca zrozumie, dlaczego życiem nastolatki rządzi ojciec wysoko postawiony w strukturach partyjnych, czym są musztardówki i dlaczego czasem trzeba było przynieść szklane butelki na wymianę.

No dobrze, ale o czym jest ta książka? Jej akcja toczy się w zespole szkół w Oleśnicy oraz w klubie we Wrocławiu. To tam Marian, dla przyjaciół Maniek, i jego przyjaciel ze szkoły -Janusz, zwany Czarkiem, który tak właściwie ma na imię Jochanan, szaleją na parkiecie, przygotowują kolejne gazetki szkolne i prowadzą niemal zwyczajne życie nastolatków mieszkających w internacie. Będą zatem pierwsze szalone imprezy, pierwsze upojenia alkoholowe czy popalanie trawki i, oczywiście, piękne dziewczyny. Nie zabraknie zatem wszystkiego, z czym kojarzy się życie nastolatka w wieku szkolnym. Co prawda najmniej będzie o samej szkole, ale życie uczniów to przecież nie tylko szkoła. Warto podkreślić, że wydarzenia, opisane w tej książce, miały miejsce w dość znaczącym roku szkolnym-1968/69. Myślałam, że skoro to był rok antysemickiej nagonki, to będzie o niej nieco więcej. Tymczasem jest ona ograniczona do lakonicznego wpisu o bliskim koledze, z jednoczesnym tłumaczeniem, że poznali się właściwie dopiero w czasie egzaminów do szkoły.

W dziennikach - pamiętnikach szkolnych zwykle opisuje się dość szczegółowo niektóre wydarzenia i osoby, dlatego rozumiem zabiegi autora, aby chronić personalia kolegów i koleżanek i nie zdradzać zbyt wielu szczegółów na ich temat. Jego książka, „nostalgiczna opowieść” o czasach odległych, mogłaby wciągać i w ciekawy sposób je przybliżać. Stało się inaczej. Zabrakło mi także wyjaśnień rzeczy prozaicznych, ot, choćby tego, dlaczego autor dostaje w prezencie na urodziny dolary i dlaczego ta zawrotna kwota rzędu 10 „zielonych” pozwala mu na zakup super modnych adidasów. Ja to wiem, inni czytelnicy - niekoniecznie, zwłaszcza młodzi czytelnicy, ale może nie o to chodziło.

Cała historia, dość sprawnie napisana, którą traktuję jako powrót do wczesnej młodości, świetnie się sprawdzi jako prezent dla kogoś, kto omawiane czasy zna z własnego życia. Czytelnicy młodsi raczej się wynudzą, ale przynajmniej zrozumieją, że poezja Asnyka świetnie się komponowała z jednym zagranicznym hitem, którym chyba do dziś zanudza się uczniów na lekcjach angielskiego.

Agnieszka Pogorzelska
(agnieszka.pogorzelska@dlalejdis.pl)

Marian Bala, „Kochać, jak to łatwo powiedzieć”, Wydawnictwo Novae Res, Gdynia 2019



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat