Kochane Szuhro i Szaharzad…

Recenzja książki „Listy do moich córek. Między terrorem a nadzieją”.
Tak zaczynają się listy Fawzii Koofi do córek. Każdy z nich dotyka ważnych kwestii, niekiedy zbyt poważnych dla nastolatek. Jednak Fawzia Koofi miała powód, by je napisać…

Fazwia Koofi jest wdową samotnie wychowującą dwie córki. Przed wyjazdami służbowymi pisze do córek list, ponieważ chciałaby przekazać im wszystko to, co matki przekazują swym dzieciom, a boi się że może nie wrócić z podróży. Dlaczego? Fazwia Koofi mieszka w Afganistanie i jest członkinią parlamentu, a to wystarczający powód, by wiele osób pragnęło jej śmierci.

„Listy do mich córek” składają się nie tylko z listów. Właściwie cała książka stanowi specyficzny rodzaj korespondencji, w której najważniejszym elementem jest historia życia Fawzii i jej droga do polityki. A każdy list do Szuhry i Szaharzad stanowi jednocześnie wstęp i podsumowanie każdego rozdziału książki, każdego nowego etapu w życiu Fawzii.

Fawzia w prosty i niezwykle szczery sposób opisuje życie swoje i swojej rodziny. Nie tuszuje własnych błędów, nie wybiela wizerunku ojca, nie ukrywa, że były w jej życiu takie chwile, w których miała ochotę rzucić wszystko i się poddać. Nie zrobiła tego, bo walkę ma we krwi. A teraz, poprzez tę książkę i listy, pragnie przekazać swym córkom tę i wiele innych prawd. Jednak „Listy do moich córek” opowiadają nie tylko o życiu ich autorki. To także obraz przemian, jakie zachodziły w  Afganistanie, zarówno tych politycznych, jak i społecznych czy obyczajowych. A wszystko to widziane oczami kobiety. To, co dzięki „Listom do moich córek” może też ujrzeć czytelnik, jest bez wątpienia niezwykle wartościowym doświadczeniem. Możemy bowiem poznać codzienne życie i determinację kobiet, które musiały podporządkować się między innymi rządom talibów.

Fawzia Koofi w swojej książce przedstawia także własne poglądy na temat roli kobiety w islamie i islamu w życiu kobiety. Dzięki takim opiniom można spojrzeć na tę religię, która pewnie większości kojarzy się przede wszystkim z uciemiężeniem kobiet, z innej perspektywy.

„Listy do moich córek” są niezwykle poruszającą i wartą uwagi książką. Potrafi naprawdę zainteresować i niejednokrotnie wzruszyć. A ponieważ nie jest to żadna fikcja literacka, a prawdziwe życie, „Listy do moich córek” to pozycja obowiązkowa dla tych, którzy cenią historie o kobietach, którym mimo przeciwności i niesprzyjających warunków, udało się odnieść sukces.

Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)

Fawzia Koofi „Listy do moich córek. Między terrorem a nadzieją”, Wydawnictwo Carta Blanca 2011



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat