„Kochanica Francuza” – recenzja

Recenzja książki „Kochanica Francuza”
Słona, chłodna atmosfera cierpkiego, gorzkiego romansu opartego na mezaliansie. Istne cudo literackie i zarazem klasyka, która na polskim rynku obecna jest od dziesięcioleci.

John Fowles to jeden z moich ulubionych pisarzy i zarazem twórca mojej absolutnie ulubionej książki – fantastycznego, niepowtarzalnego „Maga”. Większość jego powieści po raz pierwszy przeczytałam na studiach. Również „Kochanicę Francuza”, której klimat porwał mnie od pierwszych stron, a której nowe wydanie ujrzało światło dzienne niedawno – pod koniec 2025 roku – za sprawą wydawnictwa Rebis. Uznałam, że to świetna okazja, by uzupełnić domową biblioteczkę książką nie tylko świetną fabularnie, ale także estetycznie wydaną (wcześniej bowiem jedynie pożyczałam egzemplarze).

„Kochanica Francuza” to powieść o romansie, wszelako niebanalna. Zresztą nie przypominam sobie, aby którakolwiek książka Fowlesa była banalna albo chociaż „zwyczajna”. Najbardziej ujęła mnie wspomniana już atmosfera – przez większość lektury wyobrażałam sobie zimne, wilgotne, słone powietrze nad morzem. Kolejną perełką jest dla mnie postać Sary, tytułowej kochanicy Francuza, kobiety wyklętej, wykluczonej społecznie, pogardzanej. Jednocześnie surowej indywidualistki, silnej i odważnej, z podniesioną głową idącej swoją ścieżką. Tajemniczej, intrygującej, a zarazem tragicznej. Choć to właśnie ona jest bohaterką pierwszoplanowego romansu, kompletnie nie wpisuje się w rolę kochanki, o jakiej myślimy, gdy wyobrażamy sobie nieformalny związek arystokraty popełniającego mezalians.

Kolejną zaletą „Kochanicy Francuza” jest niejednoznaczność, zagadkowość. Najlepiej oddaje to zakończenie. Zakończenia? Każdy czytelnik może zdecydować sam – tutaj nie ma prawidłowych ani błędnych odpowiedzi. Warto też zwrócić uwagę na kwestię zniknięć, które pojawiają się w różnych książkach Fowlesa. W „Magu” małych zniknięć i pojawień jest sporo. W „Kochanicy Francuza” można przyjąć, że jest jedno główne zniknięcie, ale za to porządne – odwraca bieg zdarzeń i przekazuje domniemane szaleństwo jednego bohatera (bohaterki) drugiemu. Jeszcze inna przyjemność płynąca z lektury bierze się z wielorakich interpretacji, i to nie tylko samego zakończenia, ale także treści. Można przyjąć, że bohaterowie nie są postaciami-ludźmi, tylko postaciami-symbolami, a ich wybory i decyzje nie muszą zostać odczytane wprost. Dla przykładu: czy rezygnacja z potencjalnych korzyści musi być utratą, czy jednak może być zyskiem?

Gorąco polecam zarówno „Kochanicę Francuza”, jak i inne powieści Fowlesa. Oczywiście z moim ukochanym „Magiem” na czele. Na razie wydawnictwo Rebis odświeżyło tylko jedną książkę, ale mam nadzieję, że pojawią się kolejne.

Olga Kublik

John Fowles, „Kochanica Francuza”, Rebis, Poznań, 2025.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat