John Fowles to jeden z moich ulubionych pisarzy i zarazem twórca mojej absolutnie ulubionej książki – fantastycznego, niepowtarzalnego „Maga”. Większość jego powieści po raz pierwszy przeczytałam na studiach. Również „Kochanicę Francuza”, której klimat porwał mnie od pierwszych stron, a której nowe wydanie ujrzało światło dzienne niedawno – pod koniec 2025 roku – za sprawą wydawnictwa Rebis. Uznałam, że to świetna okazja, by uzupełnić domową biblioteczkę książką nie tylko świetną fabularnie, ale także estetycznie wydaną (wcześniej bowiem jedynie pożyczałam egzemplarze).
„Kochanica Francuza” to powieść o romansie, wszelako niebanalna. Zresztą nie przypominam sobie, aby którakolwiek książka Fowlesa była banalna albo chociaż „zwyczajna”. Najbardziej ujęła mnie wspomniana już atmosfera – przez większość lektury wyobrażałam sobie zimne, wilgotne, słone powietrze nad morzem. Kolejną perełką jest dla mnie postać Sary, tytułowej kochanicy Francuza, kobiety wyklętej, wykluczonej społecznie, pogardzanej. Jednocześnie surowej indywidualistki, silnej i odważnej, z podniesioną głową idącej swoją ścieżką. Tajemniczej, intrygującej, a zarazem tragicznej. Choć to właśnie ona jest bohaterką pierwszoplanowego romansu, kompletnie nie wpisuje się w rolę kochanki, o jakiej myślimy, gdy wyobrażamy sobie nieformalny związek arystokraty popełniającego mezalians.
Kolejną zaletą „Kochanicy Francuza” jest niejednoznaczność, zagadkowość. Najlepiej oddaje to zakończenie. Zakończenia? Każdy czytelnik może zdecydować sam – tutaj nie ma prawidłowych ani błędnych odpowiedzi. Warto też zwrócić uwagę na kwestię zniknięć, które pojawiają się w różnych książkach Fowlesa. W „Magu” małych zniknięć i pojawień jest sporo. W „Kochanicy Francuza” można przyjąć, że jest jedno główne zniknięcie, ale za to porządne – odwraca bieg zdarzeń i przekazuje domniemane szaleństwo jednego bohatera (bohaterki) drugiemu. Jeszcze inna przyjemność płynąca z lektury bierze się z wielorakich interpretacji, i to nie tylko samego zakończenia, ale także treści. Można przyjąć, że bohaterowie nie są postaciami-ludźmi, tylko postaciami-symbolami, a ich wybory i decyzje nie muszą zostać odczytane wprost. Dla przykładu: czy rezygnacja z potencjalnych korzyści musi być utratą, czy jednak może być zyskiem?
Gorąco polecam zarówno „Kochanicę Francuza”, jak i inne powieści Fowlesa. Oczywiście z moim ukochanym „Magiem” na czele. Na razie wydawnictwo Rebis odświeżyło tylko jedną książkę, ale mam nadzieję, że pojawią się kolejne.
Olga Kublik
John Fowles, „Kochanica Francuza”, Rebis, Poznań, 2025.
Komentarze