„Kody sukcesu” – recenzja

Recenzja książki „Kody sukcesu”.
Przełomowa teoria i psychologiczna rewolucja. Nowe spojrzenie na stare, odwieczne problemy. Porzucić stres i osiągnąć sukces!

Alexander Loyd, autor bestselleru „Kod uzdrawiania”. Książki, która okazała się strzałem w dziesiątkę. Zdrowie to nadrzędny priorytet każdego z nas. Nic więc dziwnego, że znalazła tak wielu fanów. Jej wydanie, pociągnęło za sobą zwiększony apetyt. Zapewne, ze strony autora, jak i jego czytelników. Tytuł wydaje się wskazywać na typowy, niezbyt ciekawy poradnik. Na samym początku doznałam bardzo miłego zaskoczenia. Autor używając jednej prostej sztuczki, pokazuje nam, jak złudne mamy wyobrażenia.

Chciałabym przytoczyć wielką, a zarazem prostą prawdę Alexandra Loyda. Załóżmy, że Twoim celem jest posiadanie własnego mieszkania. Jak będziesz się czuł po jego osiągnięciu? Spełniony, usatysfakcjonowany, bezpieczny i szczęśliwy. Drogą dedukcji autora, wcale nie chodzi o to konkretne mieszkanie. Chodzi o emocje związane z jego zakupem. To one są kluczem do wszystkiego. Choć wydaje Ci się, że pragniesz fortuny – tak naprawdę pragniesz stabilizacji i niezależności. To natomiast można osiągnąć nie tylko poprzez wygraną na loterii. Proste prawdy, z których człowiek nie zdaje sobie sprawy. W swoim czytelniczym dorobku, mam bardzo wiele psychologicznych poradników, dlatego ciężko mnie zaskoczyć. Ważne jest, aby wszystkie książki, dotyczące osiągania sukcesu i rozwoju osobistego, czymś się wyróżniały. Na rynku jest wielu coachów, terapeutów, autorów poradników. Pojawiła się moda na pracę nad sobą. To chyba jeden z najlepszych, panujących trendów. Alexander Loyd podchodzi do wszystkiego od innej, nieznanej nam strony. Nie jest on nastawiony na typowe kroki, służące osiąganiu celu. Ba, nawet uważa to za niekorzystne! Sugeruje, że nastawienie na cel i wielki opór w dążeniu do niego, powodują presję. Ta z kolei przyczynia się do powstawania stresu, który wiąże się ze wszystkim, co złe. Niby wszyscy zdajemy sobie sprawę z jego ogromu, ale nie robimy nic, aby go zniwelować. Autor ma jedną naczelną i podstawową zasadę – miłość. Choć brzmi to bardzo enigmatycznie, wszystko jest krok po kroku wyjaśnione. Poparte jest to argumentami, a nawet dowodami. Zapewnienie na okładce, jest dla mnie bardzo nietrafione. Nie zachęca do przeczytania książki. Mianowicie „od stresu do sukcesu w 40dni”. Typowy tekst, rodem z podrzędnego poradnika. A ten naprawdę taki nie jest. Przekazuje coś nowego, skłania do przemyśleń, jest napisany prostym, ale trafnym językiem. Nie wszystko oczywiście opiera się na teorii. W praktyce możemy „trenować” nasze kody i dążenie do sukcesu. Autor stworzył kilka ciekawych ćwiczeń. Cieszy mnie to, że mamy do czynienia z doktorem, czyli kimś, kto ma doświadczenie, wiedzę i lata praktyki. To zawsze ważny element. Jeżeli miałabym oceniać książkę po okładce, to na pewno nie zdałaby egzaminu. Dlatego nigdy nie powinno się tego robić.

Książka na pewno jest zaskakująca, a nawet trochę innowacyjna. Wyprowadza nas z powszechnie używanego i stosowanego „dążenia do celu”. Raczej skupia się na wszystkim, co w środku. Spokoju duchowym, równowadze, a przede wszystkim miłości. Jeżeli uparte dążenie do założonego celu jeszcze Ci nie wyszło, weź pod lupę teorię Alexandra Lloyda. To, do jakich wniosków dojdziesz, zależy od Ciebie. Myślę, że autor robi wszystko, aby skierować nas na właściwe tory.  Miłość, szczęście i spokój…

Paula Purgał
(paula.purgal@dlalejdis.pl)

Alexander Loyd, Kody Sukcesu, Burda, Warszawa 2015



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat