Oprócz pięknego wydania i cudownie strasznych ilustracji to książka jest totalnym wydawniczym absurdem.
Pozycja zawiera dwadzieścia pięć historii, jednak niech nie skusi cię ta liczba. Większość z nich to zaledwie kilkanaście zdań kończących się w najlepszym momencie, kiedy nachodzi cię ochota na jeszcze. Jak sam autor zaznacza, bazował na opowieściach zaczerpniętych z wierzeń ludowych i usłyszanych od ludzi. W książce pojawia się dziewczyna zamieniona w dzika; pies, który krąży w nocy po domu; kobieta której zaginęła mama; duch dziewczyny potrąconej na przystanku; przeznaczenie; strachy na wróble i potwory z mokradeł.
Historie same w sobie są straszne, ponieważ taka ich jest geneza i możliwość spełnienia, jednak w formie, w jakiej zostały podane, raczej zalatują jedynie czarnym humorem z elementem groteski, na dodatek doprawionym niedosytem. Bo jak można przerwać coś, co dopiero się zaczyna? Nawet jeżeli ta historia rzeczywiście się tak kończyła, liczyłam na większy warsztat pisarski, który dopieściłby ją.
Mnie "Kolejne upiorne opowieści po zmroku" po prostu rozczarowały. Uwielbiam horrory i spodziewałam się chociaż ociupiny dreszczy, a otrzymałam spisane na szybko zasłyszane historie bądź wymyślone, które cechuje skrajny minimalizm. Alvinie Schwartz! Stać cię na więcej! Miałam wrażenie, że czytam brudnopis pisarza z zaczętymi i niedokończonymi myślami. Zdecydowanie nie polecam, chyba, że dla grafiki, która jako jedyna w tej książce mi się podobała.
Sandra Kortas-Dorsz
(sandra.kortas@dlalejdis.pl)
Alvin Schwartz, "Kolejne upiorne opowieści po zmroku. Historie, które mrożą krew w żyłach", Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2020
Komentarze