Czytałam pojedyncze książki Prachetta, więc uznałam, że wznowienie cyklu to dobra okazja, by lepiej poznać jego twórczość. Czy na obecnym, tak bardzo rozwiniętym, rynku fantasy „Kolor magii” się obroni?
„Kolor magii” to pierwsza książka z serii „Świata Dysku”, która prezentuje losy pierwszego dyskowego turysty Dwukwiata i jego śmiercionośnego, wykonanego z magicznego drewna myślącej gruszy bagażu. Przybywa on do Ankh-morpork z Imperium Agatejskiego, które leży na niewielkim, ale ciężkim od pokładów złota, kontynencie przeciwwagi. Przewodnikiem turysty zostaje nie do końca potrafiący czarować mag Rincewind. Prześladują ich w zasadzie wszyscy. Na swojej drodze spotykają legendarnych bohaterów. Nie zabraknie także walk ze smokami. Dwukwiat, w słodkiej nieświadomości, dobrze się bawi, a spanikowany Rincewind usiłuje przeżyć.
Do książki przyciąga od razu okładka i oprawa graficzna – elegancka i tajemnicza o wiele lepiej pasuje do treści, która tylko z pozoru jest lekką fantastyką, a mnóstwo w niej dwuznacznych mrugnięć okiem do czytelnika dojrzałego. Może wreszcie biblioteki i sklepy przestaną bezrefleksyjnie ustawiać Prachetta w dziale dziecięcym, co zawsze mnie trochę śmieszyło.
Pierwszy tom serii „Świat Dysku” odkrywa przed nami wykreowany świat z przytupem. Autor rzucił czytelnika od razu w wir wydarzeń, które wielokrotnie wydawały się absurdalne. Logika Świata Dysku to w pewnym sensie wariactwo, ale takie, w które bardzo łatwo się wkręcić. Prachett pisał tak, jakby wszystkie prawa jego wykreowanej rzeczywistości były zupełnie oczywiste i znane także nam. Zabieg ten wyszedł mu tak dobrze, że bez trudu można się w tej historii zatracić. Wartka akcja, opisy działające na wyobraźnię i bardzo żywe, wyraziste postacie utwierdziły mnie w przekonaniu o talencie autora.
Spora dawka ironii, bardziej i mniej subtelne odniesienia do ludzkich wad czy ułomności znanego nam świata sprawiły, że mimo iż wydarzenia i postacie były fantastyczne, towarzyszyło mi przekonanie, że wszystko to jest znane i zrozumiałe. Uwiodło mnie również sięganie autora po ogólnie znane stereotypy – mamy turystę przesadnie zaciekawionego wszystkim wokół – czy motywy z popkultury (postać Conana Barbarzyńcy). Prachett po prostu uchwycił to, co wielu z nas dostrzega, a do tego niezwykle trafnie ubrał to w słowa. Wielokrotnie zaśmiałam się podczas lektury, bo i humoru tu nie brakowało.
To bardzo specyficzne fantasy, które mimo swoich lat, może wydawać się nowatorskie i niekonwencjonalne. Wychodzi poza różne kategorie i wciąż wydaje się niezwykle trafnie i zabawnie opisywać ludzkie przywary. Czyta się bardzo przyjemnie, więc uważam, że wznowienie książki to bardzo dobry pomysł. Polecam wszystkim, którzy cenią ironiczny humor i lubią fantastykę oraz tym, którzy mają sporo dystansu do siebie, literatury i świata.
Kinga Żukowska
(kinga.zukowska@dlalejdis.pl)
Terry Prachett, „Kolor magii”, Wydawnictwo Prószyński Media, 2025.
Komentarze