„Kolor zemsty” - recenzja

Recenzja książki „Kolor zemsty”.
Na kontynuację kultowej trylogii „Atramentowe serce” fani Cornelii Funke musieli czekać niemal dwie dekady. Wydany w Polsce w 2025 roku „Kolor zemsty” to powrót do świata, w którym słowa mają moc zmieniania rzeczywistości, a każde zapisane zdanie niesie ze sobą realne konsekwencje.

Tym razem autorka przedstawia nam historię, w której koncentruje się na Orfeuszu – dawnym antagoniście, który powraca, by wyrównać rachunki z tak dobrze nam znanymi: Mortimere’em, Meggie i Smolipaluchem. Powracamy (nareszcie!) do Atramentowego Świata kilka lat po wydarzeniach z wcześniejszych części. Nasi bohaterowie próbują odbudować to, co zostało zniszczone lub im odebrane. Niestety właśnie wtedy wraca Orfeusz… Autorka pokazuje, jak wielkie pokłady nienawiści mogą tkwić w kimś, kto ma w sobie już tylko wściekłość i pragnienie zemsty. Funke stworzyła nietypowego antagonistę: upokorzonego, pozbawionego dawnej władzy i działającego mało spektakularnie, ale bardzo efektywnie. 

Manipulujący otoczeniem, wymyślający coraz to nowe podstępy Orfeusz tworzy złowrogi artefakt: Szarą Książkę, rodzaj magicznego więzienia, do którego można wrzucać ludzi, a przez to wymazywać ich z normalnego świata. Nietrudno odgadnąć, że powrót do Atramentowego Świata jest zdecydowanie mroczny i niepokojący. Funke nie oszczędza swoich bohaterów, każąc nam  drżeć o ich losy na każdym kroku.

Nie można nie wspomnieć także o warstwie wizualnej powieści. Cornelia Funke osobiście zilustrowała ten tom, co nadaje mu unikalnego, osobistego charakteru, dopełniając idealnie przekazywaną fabułę. Ilustracje tworzą całość z tekstem,  pokazując, że autorka mistrzowsko operuje klimatem, budując duszne, melancholijne tło dla historii o winie, przebaczeniu i destrukcyjnej sile nienawiści. 

„Kolor zemsty” bardzo dobitnie pokazuje, że zemsta nie przynosi ukojenia tym, którzy jej pragną, brudząc i niszcząc tych, którzy się mszczą. Nie da się ukryć, że przez swoją wymowę ta historia jest naprawdę mroczniejsza i miejscami mocno przygnębiająca, ale to także piękna opowieść, która zmusza do refleksji i zapada w pamięć na długo.

Po raz kolejny pisarka udowodniła, że potrafi tchnąć życie w papierowe postacie, tworząc historię, która bawi, wzrusza i momentami autentycznie przeraża, będąc jednocześnie pięknym hołdem dla literatury. 

Małgorzata Tomaszek

Cornelia Funke, „Kolor zemsty”, Wydawnictwo Kropka, Warszawa, 2025.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat