„Kolory krwi. Błękitny mur” – recenzja

Recenzja książki „Kolory krwi. Błękitny mur”.
Posiadanie mocy Ducha, która może zaprowadzić w nieoczywiste miejsca i rzucić w wir przeróżnych zdarzeń, to niekoniecznie sama przyjemność, co przedstawia historia Vayenne w „Błękitnym murze”, pierwszym tomie serii „Kolory krwi” autorstwa Misselle.

Z fantastyką młodzieżową swoją przygodę rozpoczęłam, będąc uczennicą podstawówki, i mam przez to spory sentyment do tego gatunku literackiego. Z tego też powodu postanowiłam sprawdzić, co tam Misselle przedstawiła w „Błękitnym murze” i muszę przyznać, że już sam początek dał szybką akcję, której się nie spodziewałam. Autorce wystarczyło raptem kilkanaście pierwszych stron, by przedstawić i rzeczywistość, w której żyje główna bohaterka, jak i wszelkie niedostatki oraz walkę o przeżycie.

Świat przedstawiony w powieści nieco skojarzył mi się z cyklem o Harrym Potterze, bo tam czytelnik także poznaje szkołę, w której uczy się bohater, tutaj jednak nie tylko występuje opis zajęć, ale też „kuracji”, której poddawana jest Vayenne. Łatwo da się spostrzec, że dziewczyna wyróżnia się pod pewnymi względami wśród kolegów, ale nie odniosłam wrażenia, by w przypadku tej powieści było to czymś pozytywnym. Raczej kazało mi się mieć na baczności względem każdej postaci, która pojawiała się na kolejnych kartach książki.

Muszę przyznać, że miejscami przerastały mnie dialogi, a właściwie monologiczne wypowiedzi niby wplecione w rozmowę. Były długie, często odwoływały się do kilku różnych tematów i nosiły w sobie spory ładunek emocjonalny, co mnie przytłaczało. Potrzebowałam dłuższej chwili, by przywyknąć, iż jest to część stylu autorki. Kiedy to nastąpiło, dalsza lektura przebiegła bez problemu.

Na plus moim zdaniem zasługuje stworzenie postaci takich jak Ajterowie i Abraxas. Do tej pory nie spotkałam się z choćby podobnymi nacjami; widać, że autorka miała na nie pomysł, jak i ściśle powiązała je ze stworzonym przez siebie światem. Pod tym względem przypomniała mi Tolkiena, którego bardzo cenię, stąd też po lekturze pierwszego tomu jestem szczerze ciekawa kontynuacji.

„Błękitny mur” nie może być odbierany jako bajka – poza nauką, magią jest tu również brutalność i chciwość, która bardziej pasuje do rzeczywistości osób dorosłych. Nie jest tu także tylko kolorowo, niektóre momenty zatrzymywały mi serce, a pewne zdarzenie nawet wywołało napływ łez. Za tę dawkę dobrej literatury jestem wdzięczna i chętnie przyjmę więcej.

Marta Osadnik
(marta.osadnik@dlalejdis.pl)

Misselle, „Kolory krwi. Błękitny mur”, Novae Res, Gdynia, 2023



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat