Gdy władza komunistyczna wręczyła Julii i jej córce Joasi paszporty w jedną stronę do Ameryki, kobieta nie posiadała się z radości i marzyła o tym, by znaleźć się na odległym kontynencie, oddzielona oceanem od tortur, więzienia i inwigilacji. Jednak wymarzony raj okazuje się być daleki od wizji i planów, które wiązała z nim działaczka „Solidarności”. Bariera językowa stanowi tak naprawdę najmniejszy problem w świecie przygodnego seksu, narkotyków i sztucznego uśmiechu towarzyszącego słowom „I'm fine, thank you”.
Julia z córką mieszkają u znajomych nieraz polskich, nieraz amerykańskich. W Polsce kobieta należała do osób aktywnie działających w „Solidarności”, dlatego w Phoenix, do którego trafiło po internowaniu wiele osób, od razu znajduje się w centrum zainteresowania. Wywiady, przemowy, prelekcje – wszystko kręci się wokół polskiej polityki i niezłomnej byłej pani redaktor. Nic dziwnego, że pewnego dnia przystojny dziennikarz Dan zaczyna interesować się niepokorną działaczką. Jednak romans tej dwójki okaże się tragiczny w skutkach, ponieważ o wiele trudniej będzie Danowi zerwać z pewnymi środowiskami i przyzwyczajeniami, niż mu się początkowo wydawało. Z kolei krzywda wyrządzona dziecku ostatecznie przeważy szalę przy podejmowaniu decyzji o porzuceniu amerykańskiego snu...
Moi rodzice zawsze mi powtarzali, że jestem dzieckiem czasu przemian. Urodziłam się w 1989 roku w czasie obrad Okrągłego Stołu i byłam – choć zupełnie nieświadoma – na pierwszych wolnych wyborach. Choć rodzice dostawali jeszcze kartki na mięso dla mnie, ocet na półkach znam tylko z filmów. Mój dziadek brał udział w strajkach w Stoczni Szczecińskiej, ale mnie kojarzy się to tylko z lekcją historii. I właśnie to jest mój wielki problem z oceną powieści Jagielnickiej-Kamienieckiej. Mając na uwadze fakt, że „Niebezpieczna miłość” to fikcja literacka, nie powinnam zastanawiać się nad autentycznością opisywanych wydarzeń. Jednocześnie wiedząc, że autorka przez wiele lat mieszkała w amerykańskim Phoenix, podświadomie zaczynam szukać wątków autobiograficznych w jej książce. Nie byłam też w Stanach, więc nie mam pojęcia, czy w swoim opisie tego amerykańskiego miasta jako siedliska AIDS, szybkiego seksu i narkotyków autorka nie stara się na siłę wyleczyć czytelnika z jego marzeń o karierze od pucybuta do milionera.
Ponadto, przypuszczam, że dla ludzi z mojego pokolenia wiele obrazów może być niezrozumiałych. My nie wiemy, co znaczy pukanie do drzwi w środku nocy i „wycieczka” na komisariat pod czują „opieką” funkcjonariuszy SB. Nie przeżyliśmy kolportowania „bibuły”, skrzętnie ukrytej w torbie pod książkami. I nie wiemy, jak daleko sięgała władza wywiadu i agentów SB, nie mamy pojęcia, czy faktycznie Dan mógł być postawiony przez polskich komunistów tylko po to, by uwieść i kontrolować samotną kobietę. Dlatego „Niebezpieczną miłość” polecam przede wszystkim starszemu pokoleniu. Mnie wciąż nurtuje kwestia tego, na opisane schematy zdarzeń faktycznie mogły zaistnieć w latach 80., a na ile stanowią brutalną demitologizację amerykańskiego snu.
Krótka, dosadna, nieźle napisana książka to również głos w dyskusji o polskości. W dzisiejszym świecie, gdy patriotyzm często zrównuje się z nacjonalizmem, a miłość ojczyzny z ksenofobią, warto poczytać o tych, którzy dla dobra wolnej Ojczyzny byli bici, torturowani i zostali zmuszeni do emigracji. Nieco patetyczny ton pasuje jednak do całego klimatu niepewności co do przyszłości, ale jednocześnie silnej wiary w słuszność wyborów, które stanowią realizację tej „niebezpiecznej miłości”.
Michalina Guzikowska
(michalina.guzikowska@dlalejdis.pl)
Stefania Jagielnicka-Kamieniecka, „Niebezpieczna miłość”, Papierowy Motyl
Komentarze