„Koniec świata” – recenzja

Recenzja książki „Koniec świata”.
Każdy człowiek przyzwyczaja się do swojej codzienności, choćby nie była ona idealna, i obawia się ją stracić. Czy podjęcie ryzyka to jednak zawsze koniec świata?

Żyjemy w czasach, w których rządzi pośpiech i strach przed utraceniem wszystkiego z powodu jednej nieprzemyślanej decyzji. Boimy się ryzykować, bo stawka jest ogromna; utrata pracy staje się koszmarem sennym, bo co stanie się z domem i kredytem? Zaufanie drugiej osobie jest coraz trudniejsze, bo wiąże się z pokładaniem w kimś nadziei na pomoc i wsparcie. A te dwie rzeczy mogą przyjść czasem z zupełnie nieznanego kierunku, bo życie lubi rozdawać nam prztyczki w nos.

Marylka, bohaterka czwartej książki Izabelli Frączyk, to pełna werwy, podchodząca pod trzydziestkę copywriterka. W swoim zawodzie cieszy się dobrą i w pełni zasłużoną opinią profesjonalistki, która potrafi wyczarować coś z niczego. Również wśród znajomych powodzi się jej nieźle, choć ostatnimi czasy kolega z pracy, Marcel, coraz bardziej się nią interesuje. Zrażona dotychczasowymi relacjami z mężczyznami, zwłaszcza z byłym narzeczonym, a także niepewna własnej wartości jako kobiety, Marylka nie chce się angażować. Mając nadzieję na coś poważnego, daje się porwać chwili, która ma odmienić całe jej życie. Jakby tego było mało, w pracy zaczynają się problemy z jednym z najbardziej wymagających klientów, który zaprasza Marylkę na spotkanie do Genewy, wysyłając po nią własny samolot. A w dodatku wszyscy dookoła mówią, że zbliża się zapowiedziany przez Majów koniec świata. W ciągu kilku dni całe życie młodej kobiety wywraca się do góry nogami, zaś ona sama, zaskoczona przez okoliczności losu, decyduje się na duże ryzyko. Według otoczenia – prowadzące jedynie do sromotnej klęski. Czy jednak ryzyko zawsze oznacza coś złego?

Postać zbudowana przez Frączyk jest tak prawdziwa, że aż namacalna. Taka Marylka mogłaby mieszkać za ścianą czy robić zakupy w tym samym sklepie na rogu. Sytuacje, w których się znajduje, mogą przydarzyć się każdemu, dlatego właśnie tę postać odbieramy tak emocjonalnie. W jej świecie nie ma rzeczy białych i czarnych – wszystkie sytuacje, wszyscy ludzie, których spotykamy w fabule „Końca świata”, są po prostu zwykli, ze swoimi słabościami i denerwującymi nawykami. Marylka nie jest ideałem, dzięki czemu możemy wraz z nią przeżywać załamania, podnosić się z chandry czy kibicować jej przy kolejnych, rzucanych sobie wyzwaniach.

„Koniec świata” czyta się łatwo i przyjemnie, głównie za sprawą prostego i bliskiego codziennej mowie języka, którym książka została napisana. Choć zdarzają się momenty, gdy kolejne zdrobnienie w ustach Marylki zaczyna lekko irytować, za chwilę akcja na powrót wciąga czytelnika w wydarzenia z życia głównej bohaterki i właściwie nie ma czasu, aby zastanawiać się nad pojedynczymi słowami.

Książka w doskonały sposób pokazuje, że nie zawsze odmiana losu musi oznaczać coś złego i nieprzyjemnego. Nie każda podjęta pochopnie decyzja pociąga za sobą lawinę złych wydarzeń. Nie każda diagnoza, którą postawi specjalista, jest ostateczna – czasem w życiu zdarzają się cuda. A koniec świata każdy z  nas przeżywa na swój sposób.

Paulina Dudek
(paulina.dudek@dlalejdis.pl)

Izabella Frączyk, „Koniec świata”, Warszawa, Prószyński i S-ka, 2014.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat