„Koniec wszystkiego. Scenariusze kosmicznej apokalipsy” – recenzja

Recenzja książki „Koniec wszystkiego. Scenariusze kosmicznej apokalipsy”.
Scenariusze apokalipsy bez dramatyzmu i sensacyjności napisane kobiecą ręką. Nowość łamiąca pewien stereotyp czy „temat ciągle wałkowany… wałkowany nadal”?

Wśród popularyzatorów nauki dostrzegam pewną nierówność: mężczyzn „widać i słychać” więcej. Parę razy zastanowiłam się nad tym, dlaczego. Zajmujących się astrofizyką kobiet jest prawdopodobnie mniej więcej tyle samo. W mediach jednak tak często one nie występują. Jako osoba zainteresowana tematem, śledzę uważnie, co też nowego pojawia się na książkowym rynku w Polsce. Z tych właśnie powodów ta rozbudziła we mnie spory entuzjazm i ciekawość.

Przedstawiana jako „jedna z największych wschodzących gwiazd w światowej astrofizyce” Katie Mack, dla mnie bardzo zainteresowanej astrofizyką, nie jest postacią za bardzo znaną. Zrobiłam szybki research, by odkryć, że ukończyła Stanowy Uniwersytet w Karolinie Północnej i jest kosmolożką teoretyczną, regularnie piszącą dla tytułów takich jak „Scientific American”, „Time”, „Cosmos”.  W swojej książce przedstawiła pięć sposobów, w jaki Wszechświat może się zakończyć. Do tego omówiła najważniejsze pojęcia w kosmologii.

To, że Wszechświat miał początek napisano nie raz i nie budzi to większych emocji wśród ludzi. Jego koniec na pewno wydaje się bardziej kontrowersyjny. Co stanie się z Wszechświatem na końcu historii? I co to dla nas znaczy teraz? Prowadząc nas przez najnowsze ustalenia astrofizyki i główne koncepcje w mechanice kwantowej, kosmologii, teorii strun i wielu innych, Mack w „Końcu wszystkiego” spróbowała przynieść odpowiedzi w jak najbardziej merytorycznym i lekkim tonie. Bez dramaturgii, sensacyjności czy przesady.

Fakt, że autorka jest mocno zainteresowana tematem da się zauważyć od pierwszych stron, podobnie jak to, iż musi być bardzo otwarta na ludzi. Zaskoczyło mnie, jak optymistycznie i lekko napisała o sprawach dużych i poważnych. Zrobiła to tak, że wydały się bardziej zrozumiałe i zupełnie nieprzerażające z punktu widzenia laika (w którego buty starałam się wejść w wyobraźni). Jednocześnie – co uważam za ogromny plus – trzymała się faktów i tłumaczenia odpowiedniego dla osób rozumnych. Obyło się bez porównań umniejszających inteligencji odbiorcy czy głupkowatych żarcików budzących litość. Pewien dystans i poczucie humoru jednak przewijało się przez kolejne rozdziały.

Książka ogółem nie jest zbyt gruba, a jednocześnie nie zostały w niej pominięte czy za bardzo skrócone elementy tematu. Autorce udało się dobrać to, co treściowo najważniejsze. Wprawdzie nie ominęły mnie podstawy wiedzy z zakresu działania wszechświataqq, jednak potrafię zrozumieć zamysł. Po książkę bowiem mogą sięgać także stawiający pierwsze kroki w temacie, a to dla nich ogromne ułatwienie. Ja nie miałam problemu z przeleceniem pewnych zdań wzrokiem, by na nowo wciągnąć się od kolejnego akapitu w interesujący wywód Mack poparty różnymi badaniami i tym, co już ustalono. Nie są to więc luźne gdybania; nie odleciała, a trzymała się faktów, choć pisała o nich w sposób, obstawiam, swój. To mi się bardzo podobało. Wyłożyła temat nie jak na uniwersyteckiej katedrze, a na przyjacielsko-naukowym spotkaniu. Nie poczułam żadnego przytłoczenia faktami czysto naukowymi. Obyło się także bez wyliczeń, które z punktu widzenia przeciętnego czytelnika mogłyby się wydać abstrakcyjne. Bardziej matematyczne kwestie zostały jednak zobrazowane wykresami i tabelami. Okazały się pomocne dzięki temu, że były przejrzyste i dobrze opisane, dobrane. Podobnie z podziałem na rozdziały. Należy się pochwała za odpowiednie zestawienie i dozowanie treści (oraz emocji). Wszystko było więc uporządkowane.

„Koniec wszystkiego” jest bardzo dobra w kwestii merytorycznej, jak i „ogólnie treściowej”. Nietuzinkowe podejście sprawiło, że czytało się ją łatwo i szybko. Wydaje się odpowiednia zarówno dla tych mniej, jak i bardziej zainteresowanych tematem, jednak mających przynajmniej elementarną wiedzę. Mimo iż Mack nie odkryła tu niczego przełomowego, nie miałam wrażenia, że wszystko już było. Książce i autorce warto poświęcić trochę uwagi, bo jednak wnoszą na rynek pewien powiew świeżości.

Kinga Żukowska
(kinga.zukowska@dlalejdis.pl)

Katie Mack, „Koniec wszystkiego. Scenariusze kosmicznej apokalipsy”, Zysk i S-Ka, 2020.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat