„Konstytucja i melancholia” – recenzja

Recenzja książki „Konstytucja i melancholia”.
Gdy schowa się dumę do kieszeni, uprzedzenie zaś odstawi na bok, przyjdzie czas na „Konstytucję i melancholię”?

Zawsze, już jako uczennica, uważałam, że w szkołach powinno być więcej lekcji wiedzy o społeczeństwie. Trzeba wiedzieć coś o świecie, w którym się żyje, a także jak on funkcjonuje, by móc podejmować decyzje. A to właśnie powinniśmy robić: podejmować świadome wybory, wpływać na otoczenie, a nie tylko narzekać. Trwający spór o konstytucję sprawił, że więcej osób zaczęło o niej mówić, a całkiem sporo wzięło się za pisanie. Nie ukrywam, że interesują mnie różne stanowiska w tym temacie.

Autor zbioru esejów „Konstytucja i melancholia” podjął się próby odpowiedzenia na pytanie: „Co powiedziałaby Polska, gdyby położyła się na kozetce u psychoanalityka?”. W tym celu prześledził, jaką rolę w kształtowaniu tożsamości politycznej Polaków odegrała, i wciąż odgrywa, historia.

Zaczynając, wystraszyłam się, ponieważ Borowicz nie zdecydował się na tradycyjny wstęp. Trafiłam na tekst o piłce nożnej i nie miałam pojęcia, jak przejdzie do tematu właściwego. Okazało się, że powiązał to sprawnie. Mało tego, to zabieg wyjątkowo udany, bowiem wprowadził pewne spojrzenie na Polskę w sposób jasny. O którym aspekcie polskości czy konstytucji by nie pisał, przenosił to na realia znane przeciętnemu Polakowi, nikomu oczywiście nie ubliżając ani nie kierując się stereotypami.

Książka dzieli się na rozdziały i poszczególne eseje. Tytuły, tak jak powinny, przyciągają uwagę, odnosząc się do haseł znanych każdemu, które wpaja się Polakom od dzieciństwa. Niektóre Borowicz sparafrazował, inne nieco zmienił, a jeszcze inne poddał w wątpliwość. „Bóg, honor, antydepresanty” czy „Kapitalizm egzystencjalnie” wyjątkowo trafnie streszczają pewne postawy. Oczywiście na tytułach się nie kończy. Autor w każdym z nie za długich esejów rozwijał daną myśl. Nie przebierał w słowach, postawił na dosadność, zachowując odpowiednie wysublimowanie i oszczędność słownictwa. Przekaz ewidentnie miał trafić do określonej grupy osób. Nie próbował nikogo nachalnie do niczego nakłonić, a jedynie przedstawić punkt widzenia. Użył rozsądnych argumentów, nie przesadzał i nie dramatyzował.

Miałam wrażenie, że Borowicz pisał do ludzi, którzy w obecnej rzeczywistości i przy zachowaniu pewnych grup społecznych, potrzebują potwierdzenia, że są też tacy, którzy myślą podobnie jak oni. I właśnie: myślą. Eseje te nie miały charakteru wielce podniosłego czy mobilizującego, a spokojnego, odnoszącego się do myślenia. Przy niektórych czułam, że chodzi raczej o to, by ogłosić tym innym, być może zagubionym, że tak, są tacy, którzy myślą i wyciągają wnioski. Wnioski to jednak jedno, a czy podano jakieś konkretne rozwiązania lub wizję na przyszłość? Ten zbiór to raczej po prostu polemika i naświetlenie poglądów na przyczyny pewnych zjawisk. Nie uważam tego za minus, a czuję, że w pewnych kręgach po prostu na coś tego typu było zapotrzebowanie.

Gorzej, gdy pod koniec autor przeszedł do teraźniejszości i tematu Unii Europejskiej. Owszem, odniósł się do konstytucji, niestety jednak od tematu głównego odbiegł. Odszedł częściowo od tego „jaką rolę odegrała historia w tożsamości Polaków”, jednak z czasem jakby się zreflektował i wrócił. Wyglądało to na sztuczny obiektywizm polityczny, przy jednoczesnym podszepnięciu punktu widzenia. Nie podobało mi się to. W momencie, gdy wcześniej były przyczyny i analiza zjawisk, oczekiwałabym, by albo przeniesiono to na obecną rzeczywistość dokładnie, albo zostawiono to, co nie pasuje. Nie widzę natomiast sensu w zahaczeniu o obecną politykę UE, nie wiążąc tego jakoś bardziej z resztą tekstów. Myślę, że gdyby autor po prostu rozwinął myśl, mogłoby to wyjść lepiej. Czy więc w pewnym momencie po prostu stracił zapał do pisania? Na to wyglądało.

Eseje chwilami wydawały się naciągane, ze stanowiskiem: „nie politykuję, ale trochę na tych czy tamtych napiszę”. W pewnym momencie zgubiła się spójność, ale ogólnie nie było z nią problemów. Niestety, książka miała bardziej klimat „dziadkowych opowieści” niż realnego doszukiwania się przyczyn, dlaczego polska tożsamość właśnie w taki sposób, poprzez historię, się ukształtowała. Czytając, ledwo pomyśli się, że to coś nowego wśród esejów, a po paru przychodzi poczucie, że to tylko lanie wody.

Kinga Żukowska
(kinga.zukowska@dlalejdis.pl)

Maciej K. Borowicz, „Konstytucja i melancholia. Eseje o sądach i tożsamości politycznej w Polsce”, Novae Res, Gdynia, 2019 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat