Akcja powieści rozgrywa się w niedalekiej przyszłości, w roku 2059, gdzie po burzliwym konflikcie zbrojnym w Polsce powstaje korporacja kierowana przez elitę mającą na celu stworzyć podwaliny przyszłego społeczeństwa. Miejsce to na wpół opuszczony biurowiec, bohaterowie – dwustu „szczęśliwców”, którym tożsamość i osobowość przypisano wedle danych na ich dawnych CV. Oczywiście nie wszyscy akceptują sytuację w jakiej się znaleźli i nie wiedząc, czy poza korporacją istnieje inne życie – wszczynają rewoltę. Powieść zdecydowanie przykuwa uwagę ze względu na wpisanie się w nurt literatury postapokaliptycznej, nie mając tym samym bardzo dużej konkurencji na rynku polskim.
Niestety, z zalążka dość interesującego pomysłu urodziła się fabuła nudna, trywialna i do bólu przewidywalna. Cóż, jednak treść powieści może być rzeczą względną, kwestią gustu i naszych preferencji literackich, jednak prawdziwą bolączką tej książki jest warsztat autora, czy raczej jego brak. Narracja jest prowadzona sztywno, zdania zbudowane są dziwnie, zlepione razem w chaotyczny sposób. Opisy kwestii tak zbędnych są tak barwne i kwieciste, że zakrawają o granicę absurdu. Autor traktuje książkę niczym scenopis, informując czytelnika z dużą precyzją, po której stronie pokoju stoi biurko i ile konkretnie gwoździ przytwierdza daną rzecz do ściany.
Debiut nie jest sprawą prostą, dlatego tak bardzo ważna jest dobra redakcja książki. Niestety, widać że w tym przypadku zabrakło i tego ważnego elementu. Rzadko zdarza mi się spotkać z pozycjami, w których nie jestem w stanie znaleźć żadnych pozytywnych elementów, tu jednak tak się stało. Skończenie każdego rozdziału przychodziło mi z ogromnym trudem, styl autora jest sztywny, a całość najzwyczajniej w świecie nudna i nieprzyjemna do czytania. „Korporacja 13” nie jest w stanie się niczym obronić. Być może miłośnikom gatunku science-fiction bardziej przypadnie do gustu, choć pozwolę sobie w to wątpić. Książka bowiem nie nadrabia niczym – interesującą fabułą, dobrym warsztatem, dynamicznymi dialogami. Wszystko nadaje się do poprawki, a za to można winić jedynie korektę wydawnictwa.
Pozostaje mi jedynie założyć, iż jest to powieść, która spodoba się wąskiemu gronu odbiorców, być może jedynie prawdziwym miłośnikom fantastyki. Dla czytelnika literatury głównie obyczajowej pozycja jest w mojej opinii słaba. Polska scena literackich debiutantów ma się w tej chwili świetnie i dla autora, którego styl nie wyróżnia się niczym specjalnym, a warsztat nie jest doszlifowany, może zabraknąć na niej miejsca.
Śpiewać każdy może, a czy tyczy się to i pisania? Hobbistycznie, do szuflady, zapewne tak. Czy osoba piastująca stanowisko dyrektora w międzynarodowych korporacjach, decydująca się napisać powieść z pogranicza fantastyki, osadzoną w swoistego rodzaju futurystycznej korporacji ma szansę na sukces? Odpowiedzieć sobie na to pytanie możecie po lekturze „Korporacji 13”.
Joanna Złomańczuk
(joanna.zlomanczuk@dlalejdis.pl)
Zbigniew Kazimierz Siatkowski, „Korporacja 13”, Novae Res, Gdynia, 2015
Komentarze