Kosmiczne zabawy z czasem

Recenzja książki "Tropiciel".
Wielbicielom fantastyki Orsona Scotta Carda przedstawiać nie trzeba. Ci, którzy jeszcze go nie znają, mogą zapoznać się z jego twórczością dzięki niedawno wydanej w Polsce książce „Tropiciel”.

Tak jak i w innych książkach tego autora, w najnowszej, która początkuje cały cykl, mamy do czynienia z bogactwem nowych światów. Dzięki połączeniu elementów s/f oraz fantastyki wędrujemy jednocześnie przez galaktyki, wsie i miasta. Głównym bohaterem jest nastolatek wychowywany samotnie przez ojca. Codzienność, na którą składają się wędrówki po lesie, zabijanie i zbieranie skór zwierząt czy nauka, wydają się być tylko trochę niezwykłe. Rigg nie ma nawet w zasadzie domu, bo nocuje z reguły w pensjonacie u pani Nox i to tylko wtedy, gdy dojdą z ojcem do Wodobrodów. Pewnego dnia w lesie spadające drzewo przygniata mężczyznę. Chłopiec musi sam wrócić do wioski i udać się do innego miasta, gdzie ma odnaleźć siostrę. Zagadka, którą ma rozwiązać okaże się być znacznie bardziej skomplikowana, niż pożegnanie ojca bez patrzenia na jego twarz.

Równolegle z rozwojem historii Rigga bierzemy także udział w innej, która toczy się w dalekich przestworzach. Pilot statku kosmicznego leci z Ziemi, by znaleźć miejsce na nową kolonię. Jak się okazuje już w czasie lotu, mimo wcześniejszych skrupulatnych przygotowań, musi zmierzyć się z konsekwencjami nieznanych dotychczas reguł fizyki. Oznacza to wielokrotną podróż w czasie, której wątki ostatecznie łączą się z wydarzeniami rozgrywającymi się na poznawanej przez nas planecie.

Replikowanie samych siebie w zmiennych czasoprzestrzeniach, pytanie o to czy wszystkie postacie i światy będą odtworzone w ten sam sposób. Ten motyw jest w zasadzie najbardziej istotnym w całej książce, ponieważ stanowi źródło dla wszystkich wydarzeń i kieruje losami pozostałych bohaterów. Świat, który zna Rigg nie jest dokładnie taki jak innych ludzi. Chłopiec widzi ścieżki osób i wydarzeń z przeszłości. Jak się później okaże nie jest jedyną taką osobą o szczególnych uzdolnieniach. Spowalnianie czasu, sięganie w przeszłość, skoki w przyszłość, fotony to elementy, na które w czasie lektury trzeba także znaleźć miejsce na swoim twardym dysku. Akcja rozwija się dosyć dynamicznie wraz z kolejnymi etapami podróży Rigga i jego przyjaciela z wioski - Umba. Dwóch trzynastolatków musi poradzić sobie z wyzwaniami, które czekają na nich nie tylko na leśnych ścieżkach, ale i w miejskich ludziach.

W całej tej wycieczce przeszkadzają jedynie czasem przegadane dialogi między bohaterami, ich nadmierna dojrzałość oraz zaskakująca elokwencja innych postaci jak na przedstawicieli klasy robotniczej przystało. Mimo tego, że wraz z rozwojem sytuacji, wiemy już, skąd wzięło się tyle wiedzy w głowach chłopców, taki nadmiar dywagacji bywa momentami męczący. Wydaje się to jednak konieczne, by przedstawić w jakiś sposób teorię, którą musimy pojąć, by złapać sens działań poszczególnych postaci.

Agnieszka Pater
(agnieszka.pater@dlalejdis.pl)

Orson Scott Card, „Tropiciel”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2011



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat