Tak jak i w innych książkach tego autora, w najnowszej, która początkuje cały cykl, mamy do czynienia z bogactwem nowych światów. Dzięki połączeniu elementów s/f oraz fantastyki wędrujemy jednocześnie przez galaktyki, wsie i miasta. Głównym bohaterem jest nastolatek wychowywany samotnie przez ojca. Codzienność, na którą składają się wędrówki po lesie, zabijanie i zbieranie skór zwierząt czy nauka, wydają się być tylko trochę niezwykłe. Rigg nie ma nawet w zasadzie domu, bo nocuje z reguły w pensjonacie u pani Nox i to tylko wtedy, gdy dojdą z ojcem do Wodobrodów. Pewnego dnia w lesie spadające drzewo przygniata mężczyznę. Chłopiec musi sam wrócić do wioski i udać się do innego miasta, gdzie ma odnaleźć siostrę. Zagadka, którą ma rozwiązać okaże się być znacznie bardziej skomplikowana, niż pożegnanie ojca bez patrzenia na jego twarz.
Równolegle z rozwojem historii Rigga bierzemy także udział w innej, która toczy się w dalekich przestworzach. Pilot statku kosmicznego leci z Ziemi, by znaleźć miejsce na nową kolonię. Jak się okazuje już w czasie lotu, mimo wcześniejszych skrupulatnych przygotowań, musi zmierzyć się z konsekwencjami nieznanych dotychczas reguł fizyki. Oznacza to wielokrotną podróż w czasie, której wątki ostatecznie łączą się z wydarzeniami rozgrywającymi się na poznawanej przez nas planecie.
Replikowanie samych siebie w zmiennych czasoprzestrzeniach, pytanie o to czy wszystkie postacie i światy będą odtworzone w ten sam sposób. Ten motyw jest w zasadzie najbardziej istotnym w całej książce, ponieważ stanowi źródło dla wszystkich wydarzeń i kieruje losami pozostałych bohaterów. Świat, który zna Rigg nie jest dokładnie taki jak innych ludzi. Chłopiec widzi ścieżki osób i wydarzeń z przeszłości. Jak się później okaże nie jest jedyną taką osobą o szczególnych uzdolnieniach. Spowalnianie czasu, sięganie w przeszłość, skoki w przyszłość, fotony to elementy, na które w czasie lektury trzeba także znaleźć miejsce na swoim twardym dysku. Akcja rozwija się dosyć dynamicznie wraz z kolejnymi etapami podróży Rigga i jego przyjaciela z wioski - Umba. Dwóch trzynastolatków musi poradzić sobie z wyzwaniami, które czekają na nich nie tylko na leśnych ścieżkach, ale i w miejskich ludziach.
W całej tej wycieczce przeszkadzają jedynie czasem przegadane dialogi między bohaterami, ich nadmierna dojrzałość oraz zaskakująca elokwencja innych postaci jak na przedstawicieli klasy robotniczej przystało. Mimo tego, że wraz z rozwojem sytuacji, wiemy już, skąd wzięło się tyle wiedzy w głowach chłopców, taki nadmiar dywagacji bywa momentami męczący. Wydaje się to jednak konieczne, by przedstawić w jakiś sposób teorię, którą musimy pojąć, by złapać sens działań poszczególnych postaci.
Agnieszka Pater
(agnieszka.pater@dlalejdis.pl)
Orson Scott Card, „Tropiciel”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2011
Komentarze