Charon miał dość niewdzięczne zadanie. Cały czas przewoził duszę na drugi brzeg Styksu w swojej barce za pieniądze, których nie miał szans wydać ze względu na przepracowanie. Trudno powiedzieć, czy Thurnerowi odwołania do mitologicznego przewoźnika, powiernika zmarłych, posłużyły jako bezpośredni archetyp jego głównego bohatera. Postać Turila, kosmicznego grabarza osób szeroko postrzeganych jako ważne, przemierza swoją kosmiczną barką niezbadane odmęty wszechrzeczy.. Za pieniądze posyła w jedyny godny sposób swoich klientów na tamten świat w atmosferze powszechnego zachwytu. Wszechświat Turila, pomimo swoich rozmiarów, jest ograniczony i ma wytyczone granice, poza które nikt nie sięgnął. Jak na nieszczęście w tak szczelnie zamkniętej przestrzeni najróżniejszych światów i nacji wkrada się niezwyciężone zagrożenie w postaci Kitarów. Oczywiście, zgodnie z przewidywaniami, główna postać zostaje wmieszana w problemy wszechświata i teraz jemu przyjdzie brać odpowiedzialność.
O ile sama fabuła nie wydaje się zbyt skomplikowana i trudna do przedstawienia, przez blisko połowę książki ciągnie się niemiłosiernie, będąc prawie zupełnie pozbawiona akcji. Pomimo barwnych światów i istot je zamieszkujących, ta książka odstrasza swoja nieprzystępnością. To zadziwiające, bo czyta się ją gładko, ale pokrętność i niebezpośredniość w dochodzeniu do czegokolwiek przez autora, nuży i to nudzi niemiłosiernie. Jest to tym bardziej dziwne, gdyż w drugiej części, fabuła przyspiesza na tyle, by dzieło było strawne, a co więcej, przynosiło radość z czytania.
Świat wykreowany jest niewątpliwie oryginalny. Autor przeanalizował wszystkie możliwe formy egzystencji w Łysym Worze i przedstawił je poprawnie, kreując rzeczywistość niepodobną od innych. Pochwały należą się tłumaczeniu, które wykazało się na tyle dużą kreatywnością by starać się słowotwórstwem dotrzymać kroku różnorodności. Postacie natomiast wydają się bezpłciowe, pomimo wnikliwych analiz prowadzonych przez Thurnera trudno określić swój stosunek do kogokolwiek wymienionego z imienia w książce.
Podróż Turila jest zwykłym czytadłem. Nie jest zła, ale nie wyróżnia się na tle SF niczym porywającym. Poszukiwanie w niej śladów wielkich mistrzów gatunku, takich jak Lem czy Dick jest zbędne. Michael Marcus Thruner serwuje czytelnikom lekkostrawne danie do poduszki - na lepszy sen. Szkoda, że nic więcej.
Semko Bayer
(semko.bayer@dlalejdis.pl)
Michael Marcus Thurner. „Podróż Turila”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2011
Komentarze