Koszmarne rodzeństwo

Recenzja książki „Smutna historia braci Grossbart”.
Kiedy bierzemy do ręki powieść, której głównymi bohaterami są hieny cmentarne, musimy przygotować się na dosyć specyficzną lekturę.

A po dodaniu do tego średniowiecznych realiów, iście sowizdrzalskiego humoru i dużej porcji  makabry, otrzymamy składniki debiutanckiej powieści Jesse’go Bullington’a.

Tytułowi bracia zarabiają na chleb rabowaniem grobów, co w ich rodzinie jest profesją dziedziczną, tak samo jak mankamenty urody i zdecydowanie parszywy charakter.

Manfried i Hegel, to prawdziwi antybohaterowie, których poznajemy w momencie, gdy dokonują krwawej rzezi na rodzinie swojego dawnego wroga. Brutalna masakra jest zaledwie wstępem do dalszych poczynań uroczego rodzeństwa, które próbuje się przedostać do Egiptu -gdzie jak głosi rodzinna legenda- pełne bogactw groby tylko czekają na odkrywcę. Przy okazji, jakby mimochodem wplątują się w całą serię niecodziennych wydarzeń.

Wędrówka przez średniowieczną Europę pełna jest niebezpieczeństw, nie tylko ze strony innych ludzi, ale także magicznych stworów, którymi autor zapełnia kolejne strony. Rzeczywistość, w jakiej egzystują bohaterowie, jest równie brutalna i mroczna, jak oni sami. Przerażające potwory kryjące się po lasach, śmiertelna choroby czyhające na każdym kroku, okrutni ludzie, którzy skłonni są zamordować dla zawartości chudej sakiewki- to wszystko sprawia, że lektura powieści nie jest przyjemnością w klasycznym tego słowa znaczeniu.

Bullington stworzył makabryczną mieszankę literatury łotrzykowskiej i powieści fantasy, doprawionej solidną porcją humoru spod znaku Rabelaisa. Świat na opak, rządzący się własnymi, miejscami wynaturzonymi zasadami, gdzie na każdym kroku wyśmiewane i naruszane są podstawowe (przynajmniej we współczesnym rozumieniu) wartości. Miejscami obsceniczny, zawsze czarny humor jest idealnym dopełnieniem tego mrocznego i zwyrodniałego świata, gdzie opryszki spod ciemnej gwiazdy z tą samą zawziętością mordują ludzi, co oddają się filozoficznym rozważaniom. Motyw wędrówki służy doskonale ukazaniu całego spectrum świata, przy okazji dając asumpt do rozważań, którymi straszni bracia dzielą się z czytelnikiem i napotkanymi bohaterami.

Autor sprawnie realizuje wizję świata na opak, realizacja koncepcji „świata na opak”, w którym wszystko zdaje się kłócić ze zdrowym rozsądkiem, a także  naszymi normami  moralnymi i obyczajowymi;  wyzwolona wyobraźnia pisarza kreuje makabryczne, przemawiające do wyobraźni obrazy. Niezwykła jest też warstwa językowa, która wrażliwszego czytelnika może przyprawić o  rumieniec: obsceniczność i wulgarność, to główne cechy zarówno narracji, jak i dialogów. Pełne odrażających szczegółów opisy doskonale wpisują się w długa tradycję zarówno średniowiecznych  utworów jarmarcznych, jak i głośnego utworu Rabelaisa. Począwszy od wszechobecnej groteski, przez eksponowanie fizyczności, aż  po wybór nietypowych głównych bohaterów- Bullington udowadnia, że sprawnie posługuje się konwencją, jednocześnie wciągając czytelnika w emocjonującą akcję.

„Smutna historia braci Grossbart” jest propozycją niewątpliwie ciekawą i wartą uwagi, lecz z zastrzeżeniem, że nie każdemu przypadnie do gustu. Czerpanie z tradycji literackich, które z kolei były głęboko zakorzenione w kulturze niskiej,  udało się autorowi wyśmienicie. Na tyle wyśmienicie, że może być to jednocześnie zaletą, jak i wadą powieści, o czym bez wątpienia warto się przekonać samemu.

Małgorzata Tomaszek
(malgorzata.tomaszek@dlalejdis.pl)

Jesse Bullington, „Smutna historia braci Grossbart”, Wydawnictwo Mag, Warszawa 2012



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat