„Kot, który spadł z nieba” - recenzja

Recenzja książki „Kot, który spadł z nieba”.
Koty zawsze aktualne, a ludzkie problemy powtarzalne.

„Kot, który spadł z nieba” nie jest książką nową, jednak jakiś czas temu wyszło jej odświeżone wydanie, które mnie zainteresowało z różnych względów. O pisaniu recenzji nawet nie pomyślałam, do czasu, gdy okazała się niezwykle aktualna. Jak bowiem inaczej określić tematykę życia ludzkiego?

Pewnego dnia w życiu małżeństwa trzydziestolatków mieszkającego w wynajętym domku pojawia się kotka. Chibi, bo tak na nią wołają, odznacza się nietuzinkowym charakterem. Mimo to para powoli poznaje zwierzę i przyzwyczaja się do niego, traktując z czasem kotkę jak domownika. Staje się ona inspiracją do przemyśleń i źródłem radości.

Książka zaczęła się jak standardowa, obyczajowa opowieść. Przypomina wręcz gawędę snutą przez kogoś rozleniwionego. Główni bohaterowie, bezdzietne małżeństwo, nie zostali szczegółowo przedstawieni. Czytelnik poznaje ich raczej przez pryzmat kolejnych wydarzeń. Te również płynęły z wolna. Nawet najważniejsze przypominają dawno stworzone szkice. W powieści nie ma miejsca na dynamiczne zwroty akcji, a mimo to jest w niej wiele motywów, których przewidzieć się nie da. Dialogi wydają się skąpe, ale nie zdawkowe. Miałam wrażenie, że wynikają raczej z charakteru poszczególnych osób, co stanowi charakterystykę pośrednią.

Sporo natomiast poświecono kotce Chibi, choć myślę tu raczej o dokładnym opisie jej niestandardowego zachowania. Świetnie pokazano jak intrygujący i jednostkowy może być koci charakter, acz autor nie poddał go analizie. Zobrazował to tak, by czytelnik pewne akcje sam sobie wytłumaczył. Nie został w tym pozostawiony sam sobie, bowiem i mąż, będący narratorem, próbuje tego dokonać.

Proces, jak kot odmienił monotonne życie małżeństwa, był powolny, choć klarowny. Raz po raz dodawane postacie z otoczenia wnosiły do fabuły nowe wątki, dzięki czemu książka wydaje się dotykać wielu aspektów. Z poszczególnych wątków łatwo wysnuć, że życie wcale nie jest proste, choć możliwe jest mówienie o nim prostymi słowami. Nigdy nie wiadomo, które wydarzenia okażą się o wiele istotniejszymi, niż na to wyglądają. Tytuł ten skłania do przemyśleń, jak wiele potrafią zmienić pozornie błahe szczegóły.

„Kot, który spadł z nieba” przypomina szkic, zrobiony przez kogoś umiejętnego. To spokojna powieść o życiu, która na pierwszy rzut oka może wydać się lekka, choć gdy się nad tym zastanowić… jest raczej pomysłem na większe dzieło. Subtelnie dotyka wielu problemów, jednak ich nie rozwija. Świetnie pokazuje, że życie jest niezmienne w swej zmienności. Zaskakuje? Płynie leniwie? Czy jedno i drugie jednocześnie? Na to pytanie każdy sam sobie musi odpowiedzieć, ponieważ Takashi Hiraide żadnego wniosku nie wyciąga. Jedynie opowiada (można powiedzieć, że pozwala robić to głównemu bohaterowi) i sugeruje.

Sądzę, że jest to powieść odpowiednia dla ludzi żyjących w biegu, którzy mają już tego dość, a trochę już przeżyli. Znajdą w niej spokój i sporą garść refleksji, nie musząc się bać, że przytłoczy ich objętość (zarówno, gdy chodzi o długość, jak i np. symbolikę, znaczenie). To książka wciąż aktualna i prawdopodobnie pozostanie taką jeszcze długo. Wątpię jednak, by odkryli w niej coś ciekawego młodsi czytelnicy. Wielbiciele wszelkich azjatyckich „okruchów życia” powinni z kolei być chociaż częściowo usatysfakcjonowani. „Kot, który spadł z nieba” nie wychodzi jednak poza ten gatunek, a i nic świeżego nie wnosi.

Kinga Żukowska
(kinga.zukowska@dlalejdis.pl)

Takashi Hiraide, „Kot, który spadł z nieba”, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat