"Kraina miłości i zatracenia" - recenzja

Recenzja książki "Kraina miłości i zatracenia".
Zakazana miłość, przemiany polityczne, praktyki magiczne, a to wszystko w otoczeniu dzikiej natury Wysp Dziewiczych.

„Kraina miłości i zatracenia” to w zamyśle saga rodzinna, więc na początku śledzimy losy rodziców, ale gdy statek kapitana Owena Bradshawa tonie na Morzu Karaibskim akcja powieści zaczyna się skupiać na losach sióstr Eeony i Anette. Obie są silnymi osobowościami, ale początkowo tylko starsza zdaje sobie sprawę, że na członkach ich rodu ciąży klątwa. Kobiety tajemnicze, o urzekającej urodzie, która onieśmiela mężczyzn, a czasami bezbronne wobec ogarniającego je uczucia. Gdy w ich życiu pojawi się Jacob sprawy się skomplikują, a rodzinna tajemnica zacznie ciążyć na sumieniach tych, którzy znają prawdę. Miłość zyska nowe, skomplikowane, kontrowersyjne oblicze, którego dowodem stanie się dziecko.

Książka autorstwa Tiphanie Yanique jest ciekawa zarówno w formie, jak i treści. Mamy tu wieloosobową narrację, która pozwala spojrzeć nam na życie naszych bohaterów z różnych perspektyw. Pojawiają się tu kwestie dość kontrowersyjne jak: aborcja przy pomocy ziół, związki kazirodcze, pornografia, rasizm, prawa własności, samotne macierzyństwo. Podejmując tak trudne tematy autorka próbuje także przemycić odrobinę historii i polityki, ponieważ akcja zaczyna rozwijać się w momencie, gdy część Wysp Dziewiczych zostaje sprzedana przez Danię Stanom Zjednoczonym. Pojawiają się turyści, którzy nie starają się nawet zrozumieć kultury panującej na wyspach. A wszystko to autorka okrasza praktykami magicznymi, klątwami, zabobonami, które nadal są żywe w umysłach i życiu mieszkańców Wysp Dziewiczych.

Chwilami wydaje mi się, że Tiphanie Yanique próbowała zmieścić w książce „Kraina miłości i zatracenia” wszystkie pomysły jakie pojawiły się w jej głowie. Dlatego czasami czujemy przesyt sytuacjami nierealnymi, które wydarzają się na kolejnych stronach tej opowieści. Zdecydowanie nie polecam tej lektury osobom o konserwatywnych poglądach oraz czytelnikom bardzo wrażliwym na słowo pisane, ponieważ cała fabuła jest całkowitym zaprzeczeniem zasad, którymi w życiu kieruje się większość osób. Nie mogę odmówić autorce lekkości pióra, książkę czyta się szybko, ale zakończenie trochę rozczarowuje i mamy wrażenie, że wcześniej wyznana prawda, mogłaby uchronić kilka osób przed niepotrzebnym cierpieniem. Mimo to Tiphanie Yanique rozbudziła moją ciekawość Wyspami Dziewiczymi i sprawiła, że chciałabym poznać pewną tajemniczą wyspę Anegadę, gdzie można odnaleźć wolność i coś jeszcze...

Anna Wasyliszyn
(anna.wasyliszyn@dlalejdis.pl)

Tiphanie Yanique, "Kraina miłości i zatracenia", Białystok, Wydawnictwo Kobiece, 2017



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat