Najnowszej książki Dehnela nie sposób czytać fragmentami, więc jeśli „Krivoklat” trafi w Twoje ręce, przygotuj się na to, żeby spędzić z nią kilka godzin, by nie musieć przerywać toku myślenia głównego bohatera. Warto zauważyć, że już na poziomie formy autor zabawił się w stworzenie czegoś ciekawego – posługując się techniką strumienia świadomości napisał 230-stronicowy monolog jednego bohatera. Dialogi wpleciono w wypowiedź głównego bohatera, jedno zdanie ciągnie się niekiedy przez stronę albo i dwie, nie ma podziału na części – to sprawia, że „słuchając” Krivoklata trudno oderwać się od tej opowieści.
Tytułowy bohater to stały bywalec zakładów psychiatrycznych oraz wszelkich galerii i muzeów, który opinii publicznej znany jest jak człowiek oblewający bezcenne obrazy 96-procentowym kwasem siarkowym. Każda udana lub mniej udana próba kończy się więzieniem, a następnie wieloletnim pobytem w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym. To jednak nie zniechęca Krivoklata do podejmowania kolejnych prób unicestwienia dzieł, które uważa za przejaw prawdziwej sztuki. Jako prawdziwy koneser malarstwa bardzo przeżywa każde „spotkanie” z dziełem, choć, jego zdaniem, nie każdy obraz określany tym mianem, zasługuje na nie. Jedyną osobą, która w pełni zawsze rozumiała jego sposób obcowania ze sztuką, była jego żona, choć Zeyetmayer – znajomy ze szpitala psychiatrycznego, potrafił równie emocjonalnie podchodzić do malarstwa.
„Krivoklat” to bardzo dobra powieść, pełna interesujących spostrzeżeń na temat sztuki, w szczególności malarstwa. Rozważania na temat tego, dlaczego Renoir nie zachwyca, a van Gogh jest znienawidzony przez lekarzy psychiatrów to fantastyczna gra z powtarzanymi, utartymi frazesami na temat wielkich malarzy. Postulowany przez Krivoklata sposób odbioru sztuki nie ma nic wspólnego z tak chętnie stosowanym przez udających elokwentnych znawców sztuki nazywaniem prawdziwego artyzmu górnolotnymi określeniami bez większego sensu. W ocenie głównego bohatera mówienie o wartości dzieła przez pryzmat ceny, za które może zostać sprzedane, jest obrazą dla prawdziwej sztuki, a nieumiejętne komponowanie wystaw świadczy o tym, że nawet muzealnicy mają problem z odczytaniem prawdziwej wartości obrazu.
Monolog człowieka zamkniętego w zakładzie psychiatrycznym, opowiadającego o sztuce i „jedynym prawidłowym” sposobie jej odbioru to nie jest pozycja dla osób oczekujących wartkiej fabuły, pełnej dramatycznych wydarzeń. Specyficzny styl, konstrukcja oparta na długich zdaniach pełnych wtrąceń i dygresji, bombardowanie informacjami o sztuce – to wszystko sprawia, że łatwo zniechęcić się do „Krivoklata”. Dlatego warto przed rozpoczęciem czytania lepiej zapoznać się z twórczością chociażby van Gogha, Renoira, Vermeera czy Dürera, a przy okazji pojawiania się kolejnych nazwisk zerkać na ich obrazy – Alfred Kubin czy Hans Holbein to nieco mniej znane postaci światowej sztuki. Jednak dzięki przerysowanemu, momentami groteskowo oburzonemu Krivoklatowi z pewnością niejeden z czytelników zapozna się z twórczością któregoś z artystów. Może wydawnictwo Znak powinno zastanowić się nad wydaniem książki z dodatkiem zawierającym reprodukcje wymienionych w powieści dzieł?
Krivoklat momentami męczy, mówi od rzeczy, przerywa wywody zupełnie nieistotnymi wtrąceniami, demonstracyjnie gardzi „sztuką”, dogłębnie przeżywa każde obcowanie ze Sztuką, oszukuje terapeutów uważając, że jest od nich mądrzejszy – główny bohater powieści Dehnela może denerwować i obrażać, ale należy pamiętać, że to zamknięty w zakładzie psychiatrycznym człowiek, któremu już może nigdy nie będzie dane obcować z prawdziwymi dziełami.
Michalina Guzikowska
(michalina.guzikowska@dlalejdis.pl)
„Krivoklat”, Jacek Dehnel, Wydawnictwo Znak Literanova, Kraków 2016
Komentarze