Nie ma tutaj mowy o czystych i prawych rycerzach, przemierzających piękne krainy w poszukiwaniu świętego Graala. Jest brud, strach i postępujący upadek. Brytania nękana jest zarówno przez najeżdżających ją Saksonów, jak i wewnętrzne walki, nie wspominając o konfliktach na linii: chrześcijanie-wyznawcy dawnych bóstw. I w takich "uroczych" okolicznościach poznajemy narratora: Derfla Cadarna, niegdyś dzielnego wojownika u boku Artura, obecnie kalekiego skrybę, spisującego swoje dawne dzieje na prośbę pięknej księżniczki, rozkochanej w micie dzielnego króla.
Przerzucając ciężar narracji na jednego z rycerzy, autor zrezygnował jednocześnie z uczynienia Artura bohaterem pierwszoplanowym. Dzięki czemu jego opowieść wnosi powiew świeżości do kanonu literatury arturiańskiej. Oczami dorastającego młodzieńca, a potem bohaterskiego wojownika oglądamy następujące po sobie wydarzenia i pogłębiający się chaos, w którym znajduje się Brytania od momentu śmierci Uthera. Jego jedynym spadkobiercą jest wnuk, niemowlę Mordred. To właśnie jego obrońcą mianuje się Artur, nieślubny syn zmarłego Wielkiego Króla, przyrzekający bronić dziedzictwa małoletniego króla, zarówno przed najeźdźcami, jak i wszelkimi potencjalnymi uzurpatorami.
Cornwell wywraca pozornie znaną nam historię na lewą stronę: Artur u niego jest żądnym władzy egoistą, rzucającym w diabły dobro ogółu, ma też na swoim koncie uczynki mocno nieprzystające do wizerunku szlachetnego władcy. Ginewra jest cyniczną, rudowłosą uwodzicielką, nie mającą nic wspólnego z obiegowym wizerunkiem omdlewającej nimfy. Merlin to okrutny starzec, miejscami sprawiający wrażenie wręcz obłąkanego, zamiast czarów dysponujący kilkoma sztuczkami. A dzielny Lancelot jest u Cornwella kłamliwym tchórzem, chowającym się za plecami mamy. Równie rewolucyjne ujęcie legendy wątku arturiańskiego spotkałam chyba tylko w "Mgłach Avalonu".
Całość jest wciągającą opowieścią, pełną dynamicznych opisów walk. Autor umiejętnie żongluje scenami pełnymi patosu i przemocy, ale także zjadliwymi opisami raczkującego dopiero chrześcijaństwa. Karty opowieści zaludnione są przez bohaterów z krwi i kości, niektórych sympatycznych, innych budzących wręcz grozę. Pisarz doskonale stopniuje napięcie, potrafi także tworzyć sceny pełne humoru i czułości. Jeżeli dodamy do tego realistycznie nakreślony obraz Brytanii, z pieczołowicie zrekonstruowanymi obrzędami, zwyczajami, powstaje naprawdę zachęcający obraz arcyciekawej historii, po którą warto sięgnąć.
Małgorzata Tomaszek
(malgorzata.tomaszek@dlalejdis.pl)
Bernard Cornwell, "Zimowy monarcha", Instytut Wydawniczy Erica, Warszawa 2010
Komentarze