Królestwo za dobrego Magistra

Recenzja książki „Dziedzictwo królów”.
Zwykle magowie są po prostu dobrzy lub źli. W drugim przypadku najczęściej parają się czarnoksięstwem i czerpią siłę z ciemnych mocy.

Nie inaczej jest w przypadku Magistrów. Czarnoksiężników, którzy istnieją w świecie wykreowanym przez C.S. Friedman. Swoją siłę czerpią z życia innych ludzi i to dosłownie. Mają swoich konsortów, którym podbierają nieustannie siłę tak, by wykorzystać ją na swoje życie oraz czary. Muszą również przejść własną śmierć, by móc odrodzić się na nowo. To doświadczenie  zmienia także ich dusze. Niby żyją, jedzą i wyglądają jak „morati” czyli śmiertelnicy. Jednak zmieniają się instynkty, a odczuwane emocje nie są już takie jak poprzednio. Władza nad życiem innych bywa upajająca. Powstaje jednak pytanie: czy tak naprawdę wciąż są ludźmi?

Trzecia część trylogii o Wielkim Królestwie „Dziedzictwo królów” jest chronologiczną kontynuacją poprzednich. Świat wciąż jest na skraju upadku i tylko nieliczne osoby wiedzą o tym, że na ziemie ludzi wkroczyli znowu Duszożercy. Posiadają oni magiczne zwierzęta ikati, które także czerpią siłę z innych żywych. Z całą pewnością chcą zniszczyć świat lub może odebrać to, co należało do nich wcześniej. Nie ma tu miejsca na akceptowanie ludzkości. Jeśli już, to może jedynie jako dostawców siły. Przeciwko nim zbierają się nie tylko mieszkańcy Królestwa. Także Strażnicy granic, potomkowie lyr , którzy mają we krwi naturalną odporność na hipnotyczną magię Duszożerców.

C.S. Friedman to autorka s/f i fantasy, która tworząc swoich bohaterów i ich światy, często sięga do tego, co jest w nas mroczne. Podobnie  jest i tutaj. Magistrowie mają czarnoksięskie moce, ale trudno nazwać ich empatycznymi. Pomagają czasem ludziom, choć bardziej czynią to z nudy lub chęci manipulacji i obserwacji efektów. Teoretycznie więc bywają nieraz dobrzy lub pomocni. Jak się jednak okaże, sekretem ich siły jest coś, o czym nie można tak łatwo zapomnieć. W „Dziedzictwie królów” towarzyszymy znanym już bohaterom m.in. Kamali, Salvatorowi, Colivarowi. Każdy z nich, jak się okaże, przejdzie jakąś przemianę. Zyska nienawiść lub straci ideały. Może właśnie dzięki tym, nieraz nieoczekiwanym, zmianom trzecia część trylogii wydaje się być najciekawsza. A przynajmniej jest tak samo dobra jak poprzednie. Przeplata się tutaj wiele poznanych wcześniej wątków. Poznajemy różne sekrety, które nasi bohaterowie trzymają na dnie duszy. Czasem trudno jednoznacznie stwierdzić, czy przez wyznanie tych tajemnic, stają się lepsi. Jak to w życiu bywa, tak i tutaj prawda przeplata się z mistyfikacją, dobro ze złem. A ostatecznie to my, niczym bohaterowie tej książki, podejmujemy decyzję o tym, kim pozostajemy.

Agnieszka Pater
(agnieszka.pater@dlalejdis.pl)

C.S. Friedman, „Dziedzictwo królów”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2013



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat