„Królewska Wysokość” – recenzja

Recenzja książki „Królewska Wysokość”.
Bale, przepowiednie, zamki i nadchodzący kryzys gospodarczy... witajcie na dworze Grimmburg.

Thomas Mann to noblista oraz jeden z najwybitniejszych niemieckich pisarzy. Jego najbardziej znane dzieło to „Czarodziejska Góra”, choć to nie ona przyniosła nagrodę pisarzowi. O przeczytaniu tej powieści myślę od dawna... i przyznaję, że zawsze na myśleniu się kończy. Uznałam, że w ramach rozgrzewki przed tym liczącym sobie osiemset stron arcydziełem, zapoznam się z wydaną na nowo „Królewską Wysokością”. Po przeczytaniu tej drugiej książki uznaję, że „Czarodziejska Góra” jeszcze trochę na mnie poczeka.

Czytałam powieść długo, ale zawzięcie. Książka przedstawia losy księcia Klaudiusza Henryka, jego rozczarowania, przygody, przyjaźnie i miłości na królewskim dworze.

Nie była to łatwa lektura z kilku powodów. Po pierwsze: niezwykłe umiejętności pisarskie Manna. Spytacie: gdzie problem? Każda rzecz, miejsce czy osoba są wzbogacone o szczegółowe opisy. Przykładowo przedstawienie apartamentu jest tak staranne, że autor nawet plamie na kotarze poświęcił uwagę. Oczywiście jest to coś niesamowitego. Mann opisał dwór w taki sposób, że aż musiałam się upewnić, że jest to fikcja. Jednak spowalniało to moją lekturę. Nie pomagały także bardzo długie rozdziały.

Skłamałabym, mówiąc, że wciągnęłam się od razu. Nie jest to emocjonująca powieść, jednak z czasem zrobiło się ciekawiej i choć losy Klaudiusza Henryka interesowały mnie od początku, to nie śledziłam ich z zapartym tchem.

Najwspanialszy w tej lekturze jest jednak fakt, że poza baśniową opowieścią o królestwie czytelnik dostaje historię niecodzienną, ale jakże uniwersalną. Klaudiusz Henryk, który jedną rękę ma krótszą od drugiej, jako osoba należąca do rodu królewskiego, nieustannie wystawiany jest na widok publiczny.

Czytelnik obserwuje, jak bohater dojrzewa i próbuje odnaleźć się na dworze, co jest dla niego trudne, zwłaszcza że odbiega od standardów. Przemiana bohatera następuje powoli, ale towarzyszenie temu zjawisku jest satysfakcjonujące. Pomogła w tym Ima – dziedziczka pochodząca z Ameryki, która przybywa wraz z ojcem, by pomóc w kryzysie finansowym. Na spotkanie dwójki bohaterów trzeba było niestety trochę poczekać, a dla mnie dopiero wtedy zaczęła się literacka uczta.

Mann skupił się na dojrzewaniu Klaudiusza Henryka, nie na spiskach, dramatach i tajemnicach. Książka raczej niezbyt zaskakująca, ale warto przeczytać, chociażby ze względu na wątek księcia-kaleki. Dość osobliwa wizja, ale Thomas Mann żadnego tematu się nie boi. 

Emilia Ogrodzińska

Thomas Mann, „Królewska Wysokość”, Wydawnictwo MG, Kraków, 2026.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat