W tym roku przeżywamy 75 rocznicę wyzwolenia obozu Auschwitz. Data zbiega się z wieloma publikacjami książek o tej tematyce. Często pojawiają się zarzuty, że nie są to zapisy autentycznych wspomnień z piekła, ale komercyjne próby podbicia poczytnego tematu. Niestety w wielu książkach pojawia się szereg nieścisłości. Czy chcemy znać prawdę? Na to pytanie po części odpowiada ilość odwiedzających obóz Auschwitz-Birkenau. Podczas jednego dnia w miejscu tym pojawia się ok. 10 tys. osób. Ta liczba pokazuje, że chcemy pamiętać.
Kontrowersje wokół nowych, rozreklamowanych książek rosną w zastraszającym tempie. Faktycznie „Tatuażysta z Auschwitz” nie oddaje trwogi i skali tragedii. Czy debiut Anny Ellory odbiega od tego schematu? Mam wrażenie, że „Króliki z Ravensbruk” to książka nieco z innej półki. Wydarzenia rozgrywają się na trzech płaszczyznach czasowych. Autorka osadza teraźniejszość w 1989 roku, w czasie upadku muru berlińskiego. Okazuje się wtedy, że można zburzyć nie tylko te fizyczne mury. Ten czas jest momentem zawieszenia dla bohaterów, Miriam opiekuje się chorym ojcem i ukrywa to przed mężem. Zmaga się z własną przeszłością, połamana życiem tkwi we wspomnieniach i chorobie. To najmniej rozwojowa część opowieści.
Drugą część stanowią listy - niezwykłe, wzruszające i krzyczące o samotności. To one są podstawą opowieści. Znaleziska na cienkim, prawie niewidocznym pergaminie opowiadają niewiarygodną historię o miłości. I w końcu trzecia część to odległa przeszłość, którą łączy listy z teraźniejszością. To historia miłości Henricha i Friedy. Bohaterowie również nie są idealni, doskonale znają swoje decyzje w życiu sprzed obozu. Ale czym jest dla nich teraz życie przed? Nie są w stanie poznać w lustrze własnej twarzy, więc tamto życie zdaje się być dla nich nierzeczywiste. Sam wątek znalezienia starych listów zaszytych w obozowym pasiaku jest mocnym przypomnieniem historii. A skomplikowana miłość Heinricha, Emilie i Friedy pokazuje, że czasem nie ma oczywistych odpowiedzi.
Na początku trudno połączyć rozrzucone wspomnienia w jedną całość. Statyczność opowieści nie sprzyja wgryzieniu się w całość. Punktem przełomowym jest odnalezienie listów, ich tłumaczenie i rozszyfrowanie dalszych losów. To one nadają sens i prowokują kolejne pytania. W odbiorze całości ważna jest sama opowieść, drugorzędne znaczenie mają: styl, język, imaginacja. Historie obozowe nie potrzebują wyrafinowanej formy.
Oprócz miłości, której nic nie może rozdzielić, w tle pobrzmiewa okrucieństwo nazistów i ich powolne metody uśmiercania przez pracę. „Królikami z Ravensbruk” były kobiety na których przeprowadzono okrutne eksperymenty. Nie jest to jednak książka o tych zbrodniach i takie oczekiwania mogą zostać zawiedzione. To opowieść o miłości, wielkiej tęsknocie i niewyobrażalnym cierpieniu. Henrich i Frieda zostali rozdzieleni przy transporcie. Heinrich trafił do Auschwitz, a Freida do Ravensbruk. W tle jest jeszcze historia Emilie, matki Miriam. Pozostała po nich pamięć zaszyta w mankiecie obozowego pasiaka jest ukłonem w stronę trudnej historii. To próba rozliczenia się z przeszłością i jedyna możliwość zamknięcia starych ran.
Sylwia Wasin
(sylwia.wasin@dlalejdis.pl)
Anny Ellroy, „Króliki z Ravensbruk”, Prószyński i S-ka, 2020, Warszawa.
Komentarze