„Królowa Charlotta” to historia arystokratki Charlotty Mecklenburg-Strelitz, która ma zawrzeć polityczne małżeństwo z królem Jerzym III. Dla młodej dziewczyny nie jest to sytuacja łatwa, tym bardziej, że nie widziała wcześniej swojego przyszłego męża, a otaczające ją osoby unikają jej pytań i dociekań na jego temat. I choć po początkowym stresie spowodowanym koniecznością odnalezienia się w nowej rzeczywistości, wydaje się, że małżonkowie przypadli sobie do gustu i ten związek ma szanse powodzenia, życie na dworze, pełne intryg, polityki i konwenansów szybko daje o sobie znać.
Nie oglądałam ani nie czytałam Bridgertonów, nie oglądałam też „Królowej Charlotty” na Netflixie. Podchodziłam więc do tej książki z zupełnie otwartą głową. Wiedziałam, że to książka jest oparta na motywach serialu (a nie serial adaptuje książkową historię), co z reguły sugeruje mniej interesującą lekturę.
I faktycznie, trudno było mi się wciągnąć w tę opowieść. Jest to o tyle dziwne, że ksiażka jest naprawdę przyzwoicie napisana. Widać, że autorki (Julia Quinn i Shonda Rhimes) mają lekkie pióro, bardzo sprawnie budują narrację. A jednak czegoś mi brakowało, jakbym ślizgała się po całej historii, nie mogąc spojrzeć choć trochę głębiej. W końcu zrozumiałam – jak dla mnie było tam za mało emocji, pozostania na chwilę z bohaterem. Nie jest to więc zarzut, który przekreśla tę książkę, bo z pewnością część czytelników, a już szczególnie fani serialu, będą zadowoleni z lektury. To tylko kwestia moich indywidualnych preferencji.
Jako że lubię romanse historyczne, nie uważam czasu spędzonego z „Królową Charlottą” za stracony. Co prawda to dość alternatywna historia, ale spokojnie można przymknąć na to oko w książce rozrywkowej. Całkiem przyzwoicie wplecione zostały także elementy kultury i obyczajów dworskich XVIII wieku.
Cieszyło mnie także, że główna bohaterka nie jest jedynie ładną figurą, a dysponuje jakimś widocznym charakterem i potrafi wykazać się bystrością umysłu. Sądzę nawet, że nie wykorzystano do końca tego motywu silnej kobiecej postaci, szczególnie gdy zestawi się ją z królem skrywajacym swoje tajemnice. Charlottę jako bohaterkę można było jednak polubić, a nawet jej kibicować, co jest chyba niezbędnym kryterium dobrego romasu.
Wiem, że można tak powiedzieć o wielu książkach, ale spośród tych, które przeczytałam ostatnio ta jest chyba najbardziej wakacyjną. Mimo prawie pięciuset stron, nie przytłacza objętością, ponieważ kolejne kartki przewraca się w ekspresowym tempie. Jest romantycznie, jest arystokratycznie, a momentami (co mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło) bywa nawet zabawnie. Pewnie gdyby nie serial, sama historia nie miałaby szans sie wybronić i zyskać aż takiej publiki, ale to w niczym nie przeszkadza.
AP
(biuro@dlalejdis.pl)
Julia Quinn, Shonda Rhimes, „Królowa Charlotta”, Zysk i S-ka, Poznań 2023
Komentarze