Dlaczego akurat teraz, skoro po pandemii koronawirusa zostały nam już tylko tony zakupionych i niewykorzystanych maseczek, z którymi nie wiadomo, co zrobić? (Wywalić trochę głupio, w końcu pieniądze zostały już wydane, poza tym kto wie, co przyniesie przyszłość!) To chyba jedyne pytanie i zarazem wątpliwość, które towarzyszą mi po przeczytaniu „Kronik zarazy” Marka Szczepańskiego. Cała reszta jest bombowa!
Dziennik zarazy zaprezentowany w książce to coś, z czym mogliście się już spotkać. Krótkie wpisy-felietony Szczepańskiego publikowane były bowiem w serwisie Limanowa.in w czasie rzeczywistym – od dotarcia pandemii do Polski aż do połowy 2022 roku. Stanowią humorystyczny komentarz sytuacyjny uwzględniający zarówno wyzwania medyczne, jak i ciekawostki oraz absurdy polityczne i społeczne. Uwagi względem polityków są kąśliwe – acz zasłużone! Autor obśmiewa również zachowania zwykłych ludzi, w których pandemia być może tylko uwydatniła niektóre negatywne cechy. Całość przeszyta jest lekkością i żartobliwością, wobec czego zakładam, że publikacje dawały czytelnikom wytchnienie w tym trudnym czasie.
Obecnie „Kroniki zarazy” stanowią album wspominkowy z tego wyjątkowego – i oby jednorazowego – okresu. Zostały w nich utrwalone większe i mniejsze wydarzenia, których zrozumienie wymaga znajomości kontekstu sytuacyjnego. W związku z tym ktoś, kto nie przeżył pandemii – być może przyszły czytelnik, który jeszcze nie przyszedł na świat – będzie miał trudności z odbiorem książki, chyba że uczynny rodzic lub dziadek wytłumaczy mu, o co chodzi. Natomiast dla tych, którzy pandemię przeżyli, dziennik staje się nie tylko obiektem wspominek, ale także ulgi, że to już minęło.
Ze względu na lekkość i humorystyczny wydźwięk jak najbardziej polecam. Jest to szybka i niewymagająca lektura w sam raz na końcówkę lata.
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
Marek Szczepański, „Kroniki zarazy”, Novae Res, Gdynia, 2025.