Krucha Marylin Monroe

Recenzja książki „Mój tydzień z Marylin”.
W gruncie rzeczy smutna to opowieść o codzienności będącej czasem nie do zniesienia, nawet dla wielkiej gwiazdy.

O Marylin Monroe napisano już tyle, że wydaje się, iż w zasadzie każda kolejna publikacja nie będzie stanowiła żadnego novum. Tymczasem wspomnienia Colina Clarka pozwalają podejrzeć kilka dni z życia gwiazdy i jestem pewna, że rzucają one inne światło na boską Marylin.

Tak naprawdę dzięki Colinowi Clarkowi stajemy się świadkami tych gorszych dni w życiu Marylin.
Clark sam nie spodziewał się, że jako trzeci asystent reżysera będzie tak blisko tej, którą śledziło oko kamery i rzesza widzów. Tymczasem mimochodem wzbudził jej zaufanie i stał się powiernikiem, co nie przypadło do gustu ekipie filmowej. Nic zatem dziwnego, że ich relacja stała się pożywką dla plotek, szczególnie, że Monroe właśnie celebrowała swój miesiąc miodowy, tyle że  więcej bez męża niż z nim.

Colin Clark w pewien sposób, z ogromną szczerością, obnaża prawdziwą Monroe. Oto przed czytelnikami wielka gwiazda kina zostaje ukazana jako kobieta stąpająca po życiowej równi pochyłej. Z jednej strony umiejętnie manipulująca otoczeniem. Z drugiej niezwykle krucha. Nieco rozkapryszona i przeraźliwie samotna w tłumie ludzi. Osobiste, mniejsze i większe dramaty rzutujące na pracę. Któż tego nie doświadczył? Doświadczyła i ona...

Historia smutna. Prawdziwa. Warta przeczytania. Po prostu.

Katarzyna Stec
(kultura@dlalejdis.pl)

Colin Clark, „Mój tydzień z Marylin”, Znak, Kraków 2012



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat