Nie inaczej było w dawnej Anglii, do której na stronach swej powieści "Waleczna i krucha" przenosi czytelnika Shirlee Busbee, amerykańska autorka bestsellerowych romansów historycznych.
Gdy spadkobierca hrabiowskiego tytułu Joslynów, lord Barnaby, przybywa z Ameryki, by przejąć pieczę nad podległą mu posiadłością Windmere, nie spodziewa się, że już pierwszej nocy jego jacht ulegnie dziwnemu wypadkowi, a on sam, z rozwaloną głową, znajdzie się w lodowatej wodzie kanału La Manche. Na szczęście, znajduje go Jeb, rybak, jak się później okazuje - członek kontrabandy, który przywozi go do gospody "Pod Koroną". Tam mężczyzna dochodzi do siebie pod czujnym okiem pani Gilbert oraz poznaje kobietę w męskim przebraniu - Emily Townsend.
Z czasem okazuje się, że w okolicy działają dwie grupy parające się szmuglowaniem towarów z Francji do Londynu - jednej z nich przewodzi Nolles, właściciel konkurencyjnej gospody, drugiej zaś słodka panna Emily. Nie przeszkadza to jednak Barnaby'emu obdarzyć dziewczyny uczuciem, co spotyka się z aprobatą stryjecznej babki - Cornelii, czarującej starszej damy. Gdy Barnaby przejmuje w końcu władanie nad posiadłością, mając przy sobie wiernego sługę i przyrodniego brata w jednym - Lamba, wydawać by się mogło, że kłopoty minęły. Nie można by się jednak było bardziej pomylić - na stronach powieści trup ściele się gęsto. Życie traci niedoszły gwałciciel i szuja jakich mało, a na samego lorda Joslyn też ktoś dybie. Podejrzenia padają na kuzynów - Matthew, Simona i Toma, ale czy słusznie? Wszak nie tylko oni mają motyw i zachowują się podejrzanie... A co mają z tym wspólnego tunele pod posiadłością, Luc, pieszczotliwie zwany Luciferem, oraz kamerdyner Peckham?
"Waleczna i krucha" to książka pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji, wciągająca i trzymająca w niepewności do ostatniej strony. Nie bez przyczyny zalicza się ją do grupy romansów historycznych - obok wątków kryminalnych pojawia się wątek romansowy z odważnymi scenami erotycznymi, które, co muszę przyznać, nieco przeszkadzały mi w śledzeniu wartkiej akcji osnutej na oszustwach i intrygach. Chociaż historia nakreślona w powieści sięga wiele wieków wstecz, a co za tym idzie - język jest inny od współczesnego, nie utrudnia to odbioru książki. "Waleczną i kruchą" czyta się lekko i szybko.
Do końca zastanawiało mnie, skąd taki, a nie inny tytuł. Kruchość tytułowej bohaterki, którą, jak można się domyślić, jest panna Emily, jest zrozumiała. Waleczność poniekąd też - wszak dba ona o bezpieczeństwo i dobrobyt wielu mieszkańców okolicy. Jednak dopiero ostatnia scena pozwoliła mi w pełni zrozumieć uwypuklenie tej cechy charakteru bohaterki już w tytule. Warto przekonać się osobiście.
Ewa Mędrzecka
(ewa.medrzecka@dlalejdis.pl)
Shirlee Busbee, "Waleczna i krucha", Bellona SA, Warszawa 2013
Komentarze