„Kruk” – recenzja

Recenzja książki „Kruk”.
Dwa znaleziska: ciało młodej kobiety i niemowlęcia. Dwie zagadki genetycznie ze sobą nie powiązane. I jedno śledztwo, które daje zaskakujące wyniki…

Komisarz Piotr Kruk wraz ze swoim przyjacielem i partnerem zawodowym, podkomisarzem Marcinem Kołodziejem, starają się rozwikłać tajemnicę dwóch zgonów. Zarówno śmierć młodej, pięknej kobiety, jak i malutkiego dziecka wstrząsa śledczymi, zwłaszcza gdy okazuje się, że – wbrew podejrzeniom – kobieta nie jest matką tego dziecka, choć niedawno rodziła. Gdzie jest obecnie jej pociecha? Czy ktoś się nią zajmuje? Kto zdecydował się odebrać życie młodej matce? Czy poważna wada, na którą cierpiało martwe niemowlę, była przyczyną jego śmierci? Czy może tylko powodem, dla którego ktoś odebrał mu życie? Na te wszystkie pytania policjanci próbują odpowiedzieć, podczas gdy w ich życie wkradają się jeszcze prywatne kłopoty. Czy znajdą w końcu poszlakę, która nie będzie fałszywa?

Książka Katarzyny Mieszczanin zawiera bardzo ciekawy, choć może nie do końca oryginalny pomysł na fabułę – nie można jej tego odmówić. Nie przepadam za kryminałami prowadzonymi przez polskich śledczych, choć być może to moje prywatne uprzedzenie. W tym przypadku moja niechęć wcale się nie zmieniła, bo sprawa rozwijała się dość powoli, a główny plan, przynajmniej według mnie, zajęły sprawy prywatne. I ten wątek prywatny Kruka i Danki uważam za bardzo udany. Lekki, z humorem, sprawnie poprowadzony i przyjemny w odbiorze.

Czytelnik poznaje wydarzenia dwutorowo. Z jednej strony pojawiają się retrospekcje z życia zmarłej kobiety. Dowiadujemy się krok po kroku, co konkretnie się wydarzyło, choć tylko możemy podejrzewać, jaki miało to wpływ na jej dalsze życie oraz śmierć. Stopniowe odkrywanie kolejnych kart wyszło autorce bardzo dobrze, choć czytelnik wprawny w kryminałach mógł się już domyślić, jak sprawa się zakończy. Równolegle do tego toczyły się śledztwo i wydarzenia z życia policjantów. Szkoda, że tak mało poświęcono w książce obrazowi uzależnienia od drugiego człowieka i życia z toksycznym partnerem, bo temat jest ciekawy i stale aktualny.

Książkę czyta się szybko. Jest napisana raczej prostym, zrozumiałym językiem. Dialogi momentami wydają się sztuczne, tak jakby nie do końca był na nie pomysł. Być może taki był zamysł, bo miało to wynikać z charakteru bohaterów, co niestety nie jest do końca wyjaśnione.

W zasadzie mam jedno główne zastrzeżenie do „Kruka” – książka przypomina raczej konspekt wydarzeń aniżeli rozbudowaną powieść. Jest bardzo krótka, a przez to wiele aspektów, które mogłyby być interesujące, jest po prostu pominiętych. Przez to poznajemy wydarzenia dość pobieżnie, a część bohaterów, jak na przykład zabita kobieta, jest znacznie spłyconych. Przez to zabita za życia przypomina raczej słodką, niezbyt rozsądną dziewczynkę, aniżeli dorosłą i zaradną kobietę za jaką uważano ją w otoczeniu. A szkoda, bo zagłębienie się w jej psychikę i proste wyjaśnienie tej dwojakości mogłoby bardzo zmienić odbiór lektury.

Paulina Grzybowska
(paulina.grzybowska@dlalejdis.pl)

Katarzyna Mieszczanin, „Kruk”, Gdynia, Novae Res, 2019.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat